impreza anglicy sloneczny brzeg | Słoneczny Brzeg

Brytyjski turysta w Słonecznym Brzegu — kim jest, skąd ma pieniądze i dlaczego wszyscy mają go dość

Są tacy, którzy do Bułgarii przyjeżdżają po słońce, morze i smak prawdziwej bułgarskiej kuchni. I są Brytyjczycy.

To oczywiście żart — ale tylko częściowo. Bo bułgarski wiceminister gospodarki turystycznej powiedział publicznie coś, czego żaden europejski dyplomata nie powiedziałby oficjalnie: „Brytyjczycy stanowią 5% turystów w Bułgarii — i odpowiadają za większość problemów alkoholowych.”

Nie powiedział tego złośliwie. Powiedział to ze smutkiem człowieka, który właśnie obejrzał dokument BBC o Słonecznym Brzegu (Booze, Bar Crawls & Bulgaria) i musiał tłumaczyć światu, że jego kraj to nie tylko miejsce, gdzie Anglicy spadają z balkonów.

Ten artykuł jest próbą odpowiedzi na pytanie, które zadaje sobie każdy turysta planujący wakacje w Słonecznym Brzegu: kim oni naprawdę są, skąd mają pieniądze, w których hotelach mieszkają — i czy da się ich uniknąć jeśli bardzo chcemy spokojnego urlopu?

Skąd się wzięli Anglicy w Słonecznym Brzegu?

Słoneczny Brzeg nie był ich pierwszym wyborem. Był kolejnym — po tym jak poprzednie miejsca przestały im odpowiadać. Albo przestały ich tolerować.

Lata dziewięćdziesiąte i wczesne dwutysięczne to złota era brytyjskiego turysty imprezowego w basenie Morza Śródziemnego. Magaluf na Majorce, Kavos na Korfu, Laganas na Zakynthos — każde z tych miejsc przeżyło swój szczyt i swój upadek. Grecki Faliraki przez chwilę był największą imprezową stolicą Europy — aż w 2003 roku greckie władze powiedziały dość. Wprost i bez dyplomacji: zakaz bar crawli, obowiązkowe zamknięcie klubów o 3:00, masowa obecność policji. Ruch brytyjski spadł dramatycznie. Biznesy zbankrutowały. Faliraki do dziś się nie odbudowało.

Pustka po Faliraki musiała zostać zapełniona. I zapełniła się — tanimi lotami Wizz Air i Ryanair, które w połowie lat dwutysięcznych otworzyły Bułgarię na zachodnioeuropejskiego turystę. Słoneczny Brzeg miał wszystko czego szukali: najtańszy alkohol w Europie, brak restrykcji, przychylnych właścicieli barów i hotele za kilkanaście funtów za dobę.

Brytyjska ambasada w Sofii szybko zorientowała się że ma problem. I to nie mały. Bo Słoneczny Brzeg zaczął robić to samo co wcześniej Kavos i Magaluf — zbierać niechlubne nagłówki w brytyjskiej prasie. Tylko szybciej i głośniej.

brytyjskie portale o prymitywnych zrachowaniach Brytyjczyków w Słonecznym Brzegu

Kim jest „typowy brytyjski turysta”?

Najlepiej zapytać kogoś kto ma z nimi do czynienia codziennie. Bułgarska policjantka pracująca w Słonecznym Brzegu, zapytana przez ekipę brytyjskiego Channel 4 przy okazji kręcenia serialu „Emergency on Sunny Beach”, odpowiedziała bez ogródek:

„Typowy brytyjski turysta wygląda tak — jasna skóra, trochę tęgi, ubrany maksymalnie skąpo, zawsze bardzo głośny i okryty tatuażami. W porównaniu z innymi nacjami Brytyjczycy są zawsze bardzo hałaśliwi i weseli.”

Jej kolega z patrolu dodał krótko: „Brytyjczycy sprawiają najwięcej problemów, bo po prostu nie umieją pić.”

To nie są słowa z tabloidów. To obserwacje funkcjonariuszy policji, którzy każdego lata spędzają noce zbierając z chodników ludzi niezdolnych do samodzielnego powrotu do hotelu.

Ale żeby być fair — nie każdy Brytyjczyk w Słonecznym Brzegu to wrzeszcząca paczka dwudziestolatków w koszulkach z napisem „Lads on Tour”. Albo wręcz paradujących po deptaku z odkrytymi torsami. Słoneczny Brzeg przyciąga bardzo różnych Brytyjczyków. Młodych szukających najtańszej imprezy w Europie. Rodziny z dziećmi szukające słońca w budżecie. Starszych emerytów którzy pamiętają kurort z lat osiemdziesiątych i wracają z sentymentu.

Problem w tym że w zbiorowej pamięci — bułgarskiej i polskiej — zostaje ten jeden obraz. Modelowy brytyjski turysta w Słonecznym Brzegu to rzeźba z surowego ciasta na pizzę: blady, lekko sflaczały, szczelnie pokryty tatuażami wykonanymi pod wpływem chwili i lagera, poruszający się z gracją człowieka, który grawitację traktuje jako osobistą zniewagę.

I ten obraz ma swoje statystyczne uzasadnienie.

Skąd Anglicy mają pieniądze na wakacje?

Widząc grupy Brytyjczyków na lotnisku w Burgas, niejeden Polak zadaje sobie pytanie: „Gdzie oni pracują?”. Odpowiedź bywa brutalna: często nigdzie.

Skąd więc ta „elita” bierze pieniądze? Otóż brytyjski podatnik, zupełnie nieświadomie, funduje im turnusy regeneracyjne wątroby poprzez system Universal Credit. To jedyny kraj, gdzie państwo płaci Ci za to, byś był zbyt pijany na znalezienie drogi do hotelu.

Wakacje z zasiłków

W Wielkiej Brytanii nie istnieją żadne bony wakacyjne ani zasiłki urlopowe. System opieki społecznej nie funduje nikomu wyjazdów za granicę. Ale robi coś równie skutecznego — wypłaca świadczenia nieprzerwanie podczas pobytu za granicą.

Konkretnie: osoba pobierająca Universal Credit — odpowiednik polskiego zasiłku dla bezrobotnych, tyle że znacznie hojniejszy — może wyjechać za granicę na miesiąc i przez cały ten czas zasiłek wpływa na konto.

Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja pobierających PIP — Personal Independence Payment, czyli zasiłek dla osób z niepełnosprawnościami lub przewlekłymi schorzeniami. Ten może być wypłacany nieprzerwanie przez trzynaście tygodni pobytu za granicą. Kwoty są znaczące — od kilkuset do ponad tysiąca funtów miesięcznie zależnie od stopnia niepełnosprawności.

I tu pojawia się matematyka która tłumaczy wszystko.

Universal Credit dla singla to około 400 funtów miesięcznie. Dla pary — około 600. Tydzień w Słonecznym Brzegu? Hotel za 9 funtów za noc, piwo za 80 pensów, obiad za 5 funtów. Tygodniowe wakacje w Bułgarii są dla osoby na zasiłku realnie tańsze niż tydzień w Blackpool. I to przy zachowaniu pełnych świadczeń przez cały wyjazd.

Wakacje na kredyt z biura podróży

Brytyjczycy kochają wakacje. A biura podróży o tym wiedzą i uzależniły Anglików od nich. Poprzez wprowadzenie ofert dla osób, których nie stać na opłacenie wakacji w taki sposób, jaki my, Polacy, znamy. Czyli opłacenie wczasów przy zakupie. W UK zjawiskiem naturalnym, jak u nas pętla chwilówek i pożyczek lichwiarskich, jest spirala kredytów na wyjazdy wakacyjne. Brytyjskie biura podróży uzależniły Anglików od słońca skuteczniej niż dealerzy od towaru. To klasyczna wakacyjna pętla wisielca: spłacasz raty za zeszłoroczne wymiotowanie na Krecie, biorąc kolejny kredyt na tegoroczne defekowanie na deptaku w Bułgarii

Jet2holidays — drugi po TUI operator brytyjski latający do Słonecznego Brzegu — oferuje rezerwację za depozyt 60 funtów od osoby. Resztę rozkłada się na miesięczne raty bez żadnych odsetek i bez żadnych opłat dodatkowych. Data i wysokość rat do wyboru. Ostatnia płatność wpada na konto Jet2 dziesięć tygodni przed wylotem. Dla rodziny czteroosobowej lot, hotel i transfer do Słonecznego Brzegu można zarezerwować za 240 funtów — i spłacać przez kolejne miesiące jak abonament za Netflix.

TUI idzie jeszcze dalej. Przy rezerwacji z co najmniej sześciomiesięcznym wyprzedzeniem oferuje opcję z depozytem zero funtów. Dosłownie. Wystarczy zgoda na polecenie zapłaty, a system sam rozkłada koszt na minimum trzy raty — ostatnia wpada 98 dni przed wylotem.

Połącz to z zasiłkiem wypłacanym podczas pobytu za granicą i z cenami hoteli zaczynającymi się od 9 funtów za noc — i masz gotową odpowiedź na pytanie skąd Anglicy mają na Bułgarię. Nie muszą mieć. Muszą tylko zarezerwować.

Co BBC odkryło w Słonecznym Brzegu

W 2013 roku BBC wysłało do Słonecznego Brzegu Stacey Dooley — młodą dziennikarkę ze słynną czerwoną czupryną i talentem do wciskania się w miejsca, gdzie dzieje się coś interesującego.

Nakręciła dokument pod tytułem „Wóda, obchód barów i Bułgaria” (oryg. „Booze, Bar Crawls & Bulgaria”). Dooley pokazała to co każdy widzi w Słonecznym Brzegu po zmroku: bary mieszczące 400 osób, najtańszy alkohol w Europie, bar crawle — czyli zorganizowane marsze przez kolejne bary gdzie w każdym czeka shot na wejście i obowiązkowa kolejka drinka — narkotyki dostępne bez szczególnego wysiłku i młodych Brytyjczyków, którzy korzystają z tej oferty z zaangażowaniem sportowca przed olimpiadą

Reakcja bułgarska była natychmiastowa i pełna oburzenia — lecz skierowanego pod zaskakującym adresem.

Bułgarski wiceminister gospodarki nie zaatakował kurortu. Zaatakował BBC. Oświadczył publicznie że dokument „jest wstydliwy dla brytyjskich turystów — nie dla Bułgarii.” Hotelarze zagrozili pozwem. Mer Nesebyru nazwał film stronniczym. Na Facebooku Bułgarzy uruchomili akcję dokumentowania pijanych Brytyjczyków — żeby świat zobaczył kto tak naprawdę jest problemem.

Efekt? Dokładnie odwrotny od zamierzonego. Dokument BBC miał być ostrzeżeniem przed upadkiem cywilizacji, ale dla docelowej klienteli stał się instrukcją obsługi najlepszej imprezy życia. Gdy Stacey Dooley pokazała w BBC obraz nędzy i rozpaczy w rynsztoku, statystyczny młody Anglik nie poczuł wstydu. On poczuł inspirację. Zamiast ostrzeżenia, zobaczył instrukcję obsługi i rzucił krótkie: Challenge accepted.

Kilka lat później Channel 4 powtórzył eksperyment serialem „Emergency on Sunny Beach”. Sześć odcinków, kamery w szpitalu, na komisariacie i na deptaku. Wynik identyczny: oglądalność w UK świetna, rezerwacje do Bułgarii bez zmian.

Bułgaria wyciągnęła z tego prostą lekcję: nie walcz z mediami. Inkasuj pieniądze.

Balconing, szpitale i statystyki wstydu

Lato 2012 roku. Słoneczny Brzeg. W ciągu jednego miesiąca czterech turystów spada z balkonów hotelowych. Jeden ginie. Pozostali trafiają na intensywną terapię.

Jeden z poszkodowanych — Brytyjczyk — wypił w południe, usiadł na balkonie na trzecim piętrze i spadł. Świadkiem były jego własne dzieci.

Balconing to jedyna dyscyplina sportowa, w której Brytyjczycy w Słonecznym Brzegu odnoszą regularne sukcesy, udowadniając, że promile i grawitacja to połączenie, którego nie przewiduje żadne ubezpieczenie podróżne.

Słowo które nie istniało w słownikach jeszcze dekadę wcześniej, a dziś ma własne hasło w europejskich raportach bezpieczeństwa turystycznego. Balconing to praktyka skakania z balkonów hotelowych — do basenu, na sąsiedni balkon, albo po prostu w dół. Uprawiana wyłącznie po bardzo dużej ilości alkoholu. Uprawiana niemal wyłącznie przez Brytyjczyków.

Bułgarskie szpitale w Słonecznym Brzegu zaczęły każdego lata odnotowywać rekordowy napływ brytyjskich pacjentów na izbę przyjęć. Złamania, rany cięte, zatrucia alkoholowe, urazy głowy. Dyrektor tamtejszego szpitala mówił dziennikarzom że sezon letni wygląda jak praca na oddziale urazowym po dużym wypadku komunikacyjnym — z tą różnicą że wypadek trwa trzy miesiące bez przerwy.

Władze bułgarskie przez lata próbowały coś z tym zrobić. Właściciele hoteli chcieli zakazu sprzedaży alkoholu po 22:00. Lokalni przedsiębiorcy proponowali specjalną policję turystyczną z prawem nakładania mandatów od 50 do 250 euro za niesamodzielne stanie na własnych nogach w miejscu publicznym.

Nic z tego nie weszło w życie. Alkohol sprzedaje się całą dobę. Bary działają do świtu.

W 2015 roku do akcji wkroczyła brytyjska ambasada w Sofii. Uruchomiła kampanię o nazwie „Take Your Pic” — skierowaną do młodych Brytyjczyków i przypominającą im o konsekwencjach nadużywania alkoholu za granicą. Nie przez zakazy. Przez zdjęcia. Zdjęcia z bułgarskich szpitalnych korytarzy. Zdjęcia z komisariatów. Zdjęcia, które można pokazać rodzicom i pracodawcy, gdy wróci się do domu.

Efekt był zaskakująco dobry: w ciągu roku liczba wypadków alkoholowych z udziałem Brytyjczyków spadła o 31 procent. Ambasada uznała kampanię za sukces i kontynuowała ją w kolejnych sezonach.

Wniosek jest przewrotny: jedyna rzecz która skutecznie powstrzymała Brytyjczyków przed skakaniem z balkonów w Słonecznym Brzegu — to perspektywa, że zdjęcie z bułgarskiego szpitala trafi na ich własny Facebook.

Czy Słoneczny Brzeg ma tego dość?

Krótka odpowiedź brzmi: nie. Dłuższa jest bardziej interesująca.

Słoneczny Brzeg stoi przed wyborem. który kilkanaście lat temu musiał podjąć grecki Faliraki. Albo koniec z party tourism, ale też koniec z pieniędzmi które party tourism przynosi. Albo akceptacja chaosu i monetyzacja go do ostatniego eurocenta.

Faliraki wybrało pierwsze wyjście. W 2003 roku greckie władze zamknęły bary o 3:00, zdelegalizowały bar crawle i zalały kurort policją. Brytyjczycy wyjechali. Razem z nimi wyjechały pieniądze. Dzisiaj Faliraki to spokojne, trochę smutne miejsce, które nigdy nie odrobiło strat powstałych w wyniku tej decyzji.

Słoneczny Brzeg wyraźnie nie chce iść tą drogą.

Po 2022 roku kurort stanął przed poważnym problemem — zniknęli Rosjanie. Przed wojną przylatywało ich pół miliona rocznie. Dwa lata później — pięćdziesiąt tysięcy. Dziura w budżecie kurortowego biznesu jest ogromna. W tej sytuacji głośny, pijący i wydający pieniądze Brytyjczyk — choćby z zasiłku — jest klientem, którego się nie odpycha.

Co więcej, Słoneczny Brzeg nauczył się na nim zarabiać lepiej niż ktokolwiek inny w Europie. Bary z all inclusive na alkohol, bar crawle za 20 euro od osoby, salony z tanimi tatuażami na każdym rogu, fast foody serwujące brytyjskie „specjały” przez całą dobę — to nie jest przypadek. To przemyślana infrastruktura zbudowana pod konkretnego klienta.

Bułgaria wybrała drogę przeciwną niż Faliraki. I jak na razie nie żałuje.

W jakim hotelu w Słonecznym Brzegu spotkasz Anglików?

Wiedza ta jest bezcenna — zarówno dla tych, którzy chcą ich towarzystwa, jak i dla tych, którzy wolą spać po nocach.

Obaj główni brytyjscy operatorzy turystyczni obsługujący Słoneczny Brzeg to TUI i Jet2holidays. Każdy z nich ma podpisane kontrakty z konkretnymi hotelami, co oznacza, że goście tych obiektów to w znacznej mierze turyści z Wysp Brytyjskich.

To te hotele, w których po wejściu do holu głównego królują elektryczne wózki – każdy hotel współpracujący z touroperatorami TUI i Jet2holidays z reguły je posiada na użytek wczasowiczów z UK, którzy mają narodową niechęć do używania nóg. Widzisz wózki? Wiesz już, że tutaj mieszkają turyści, którym ewolucja odebrała chęć do chodzenia, gdy tylko na horyzoncie pojawił się bar typu all-inclusive.

Wózek elektryczny w hotelu na tle napisu Jet2Holiday

Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie spotkasz Anglików — poniższa lista jest dla Ciebie.

Dla ułatwienia każdy hotel w nazwie zawiera link do trasy pieszej do centrum (konkretnie molo przy głównym deptaku). Aby pokazać Ci, w jakiej jest lokalizacji i odległości względem ścisłego centrum Słonecznego Brzegu.


🍺 Tu Brytyjczycy są niemal pewni — hotele imprezowe

Jet2 promuje w Słonecznym Brzegu ofertę skierowaną wprost do turystów szukających nocnego życia. Oto hotele, w których prawdopodobieństwo głośnych sąsiadów za ścianą jest najwyższe:

  • Sunny Beach Club — Jet2 reklamuje go hasłem „wakacje z alkoholem, obchód barów i kluby otwarte do świtu”. Bliskość plaży, DJ, życie nocne na wyciągnięcie ręki. Jeśli szukasz spokoju — omijaj szerokim łukiem.
  • Grand Hotel Sunny Beach — w ofercie zarówno TUI, jak i Jet2. Położony w odległości krótkiego spaceru od głównej ulicy pełnej barów i klubów. Popularny, tani, centralny — idealna kombinacja dla imprezowicza.
  • Hotel Central Sunny Beach — Jet2, w samym sercu kurortu, „w bliskiej odległości od sklepów, barów i restauracji”.
  • Hotel Palace Sunny Beach — Jet2, restauracja serwuje kuchnię brytyjską, lokalizacja przy centrum. Klasyczny wybór rodzin z Wysp.
  • Hotel Step — Jet2, budżetowy hotel rodzinny bez klimatyzacji w cenie. Tani — więc popularny.
  • iHotel — w ofercie zarówno TUI, jak i Jet2. Spokojniejszy profil ze strefą SPA, ale obecność obu głównych operatorów gwarantuje brytyjską klientelę.

👨‍👩‍👧 Hotele rodzinne z brytyjską klientelą

Tu Brytyjczycy są, ale w innej odsłonie — z dziećmi, kremem z filtrem i walizką pełną słodyczy z domu.

  • TUI BLUE Nevis Resort & Aqua Park — własna marka TUI, własny aquapark, animacje dla dzieci, mini disco wieczorami. Typowa brytyjska rodzina z dziećmi w wieku szkolnym.
  • Marvel Hotel — TUI i Jet2, czterogwiazdkowy, w północnej części kurortu, tuż przy plaży. Popularny wśród rodzin z Wysp od lat.
  • Aqua Nevis Club Hotel — Jet2, popularny wśród rodzin.
  • Melia Sunny Beach — TUI i Jet2, sieciowy hotel hiszpańskiej marki. Cztery gwiazdki, osiem barów w tym bar plażowy i ogródek piwny w stylu niemieckim. Rodzinny profil z szeroką ofertą gastronomiczną.
  • Laguna Park — Jet2, aquapark na miejscu, bardzo rodzinny charakter.
  • Kuban Hotel — Jet2, sprawdzony wybór rodzin z Wysp od lat.
  • Imperial Resort — Jet2, rodzinny profil.

🥂 Hotele wyższe standardem — Brytyjczycy też, ale inny typ

Tu również znajdziesz Brytyjczyków — ale spokojniejszych, starszych i takich, którzy pamiętają, że alkohol ma smak. I można go pić kulturalnie.

  • AluaSoul Sunny Beach — TUI i Jet2, tylko dla dorosłych, cztery gwiazdki, dwa duże baseny. Profil: pary i podróżnicy szukający relaksu. Najbliżej temu hotelowi do europejskiej normy.
  • Secrets Sunny Beach Resort & Spa — Jet2, tylko dla dorosłych, pięć gwiazdek. Uwaga: hotel leży fizycznie w sąsiednim Świętym Własie (na granicy ze Słonecznym Brzegiem) — co jest zaletą dla tych, którzy szukają ciszy. Basen z widokiem na morze, obsługa concierge, restauracje à la carte. Jeśli spotkasz tu Brytyjczyka, to raczej nie tego z tatuażem i puszką piwa o 9 rano.
  • DIT Evrika Beach Club Hotel — Jet2, cztery gwiazdki, trzy baseny, mini water park. Spokojniejsza atmosfera mimo dużego kompleksu.
  • Dreams Sunny Beach Resort & Spa — TUI, 5 gwiazdek, wysoko oceniany przez gości za bogatą ofertę aktywności w ciągu dnia.

💡 Żelazna zasada dla polskiego turysty

Jeśli chcesz uniknąć brytyjskiego sąsiedztwa przy śniadaniu — omijaj hotele w budżetowej i imprezowej ofercie TUI i Jet2, szczególnie te położone w centrum kurortu. Hotele w północnej i południowej części plaży, w Rawdzie lub Świętym Własie są poza głównym zasięgiem tych operatorów i zdecydowanie spokojniejsze.

Jeśli natomiast towarzystwo Brytyjczyków Ci nie przeszkadza — albo wręcz lubisz głośną atmosferę — Grand Hotel, Hotel Central i Sunny Beach Club to pewny wybór. Będziesz miał towarzystwo przez całą dobę.

🚩 Słowniczek „Lads on Tour”: jak rozpoznać, że Twój spokój właśnie się skończył?

Siedzisz w przytulnej knajpce przy porcie, zamawiasz szkembe czorba i cieszysz się szumem morza. Nagle na horyzoncie pojawia się grupa, która sprawia, że mewy milkną z szacunku dla decybeli. Gratulacje! Właśnie spotkałeś legendarnych Lads on Tour. Oto Twój niezbędnik, by zrozumieć ich świat, zanim oni spróbują zrozumieć Twój (co zazwyczaj kończy się fiaskiem).

1. Wygląd: Metoda „na homara”

Typowy przedstawiciel tej nacji przechodzi w Bułgarii gwałtowną ewolucję biologiczną. Zaczyna jako „rzeźba z surowego ciasta na pizzę”, by po dwóch godzinach na słońcu bez filtra osiągnąć odcień neonowej czerwieni, której nie powstydziłby się żaden homar w akwarium w Janet Grand Market.

  • Full English Breakfast: Zamawiane o dowolnej porze dnia i nocy. Jeśli widzisz kogoś, kto o 17:00 je sadzone jajka, fasolkę w pomidorach i tłusty bekon w 35-stopniowym upale – to on.
  • Obuwie taktyczne: Japonki połączone z białymi skarpetami naciągniętymi do połowy łydki. Szczyt brytyjskiej mody kurortowej.
  • Zbroja: Koszulka lokalnego klubu piłkarskiego (najczęściej z 3. ligi angielskiej) lub bawełniany podkoszulek typu „żonobijka”, który ledwo trzyma w ryzach efekty nadużywania taniego piwa z T-Marketu.

2. Słowniczek podstawowy (Praktyczny)

Brytyjczycy w Słonecznym Brzegu używają specyficznego dialektu, który aktywuje się po trzecim kuflu Perlenbachera z Lidla.

  • „Cheeeeeeers, mate!” – Uniwersalne zawołanie bojowe. Może oznaczać „dziękuję”, „dzień dobry”, „właśnie wylałem na Ciebie drinka” lub „kocham to piwo za 0,33 €”.
  • „Lads, lads, lads!” – Sygnał alarmowy dla personelu restauracji. Oznacza, że grupa właśnie zdecydowała się na bar crawl i za chwilę ktoś spróbuje zatańczyć na stole.
  • „Universal Credit” – Magiczne zaklęcie, dzięki któremu wakacje w Bułgarii są realnie tańsze niż tydzień w deszczowym Blackpool. Pozwala na zakup nieograniczonej ilości Nutelli w promocji (5,99 €) dla dzieci, by nie przeszkadzały w piciu.

3. Transport: „Wózek elektryczny deluxe”

To zjawisko, które najbardziej zdumiewa Polaków. Brytyjczycy szczerze nienawidzą chodzić. Wózki elektryczne skutery w lobby hoteli współpracujących z TUI czy Jet2 nie są dla chorych. To „wakacyjne limuzyny” dla ludzi, którzy po 10 piwach stracili kontakt z własnym ośrodkiem równowagi, ale wciąż chcą dotrzeć do hotelowego baru.

4. Dyscyplina olimpijska: Balconing

Pamiętaj: jeśli widzisz Anglika na balkonie trzeciego piętra, który mierzy wzrokiem basen – nie bij brawa. To Balconing, czyli sport ekstremalny uprawiany wyłącznie po bardzo dużej ilości alkoholu. Brytyjska ambasada musiała nawet wywieszać zdjęcia z bułgarskich szpitali, by przypomnieć swoim obywatelom, że nie są postaciami z gry komputerowej i mają tylko jedno „życie”.

5. Jak przetrwać bliskie spotkanie z Anglikiem na wakacjach?

Jeśli grupa „Lads on Tour” zajmie stolik obok Ciebie, masz dwa wyjścia:

  1. Ewakuacja: Spokojnie zapłać i udaj się w stronę Świętego Własu. Tamtejsze pięciogwiazdkowe hotele to bastiony ciszy, gdzie jedynym „hałasem” jest dźwięk nalewanego szampana.
  2. Asymilacja: Załóż okulary przeciwsłoneczne, udaj, że nie rozumiesz po angielsku i obserwuj ich jak dokument przyrodniczy na National Geographic. Pamiętaj tylko, że oni „po prostu nie umieją pić”, więc Twoja polska odporność na rakiję może zostać wystawiona na próbę, której oni nie przeżyją.

Podobne wpisy

Jeden komentarz

  1. Doskonale artykuly, akurat jestem przed wyjazdem do Slonecznego Brzegu i dowiedzialam sie co kupic, co zwiedzic, co zabrac itd itp.
    Dziekuje z calego serca!
    Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *