Co zjeść w Bułgarii — przewodnik po lokalnych potrawach Słonecznego Brzegu
Ach, jedzenie w Bułgarii! Dla wielu to temat rzeka, a raczej… morze smaków, które od lat niezmiennie zachwyca każdego, kto choć raz postawi stopę na tej słonecznej ziemi. Mówię Wam, tutejsze stoły uginają się od świeżych, soczystych warzyw, które smakują tak, jakby właśnie zerwano je z krzaka, skąpane w bałkańskim słońcu. Do tego ten legendarny, doskonały bułgarski nabiał, od którego tak łatwo można się uzależnić!
I co ciekawe, tradycyjna kuchnia bułgarska często zaskakuje lekkością – Bułgarzy wcale nie przepadają za ciężkimi, zwierzęcymi tłuszczami, stawiając raczej na oliwę i naturalne aromaty. Dlatego, jeśli uwielbiacie kulinarne podróże i chcecie naprawdę poczuć duszę tego kraju, to musicie spróbować kilku dań, które są dla Bułgarii tym, czym dla nas pierogi czy bigos.
W tej mojej kulinarnej opowieści zabiorę Was w podróż po tych najbardziej istotnych, najbardziej charakterystycznych smakach. Opowiem Wam o lokalnych potrawach Bułgarii, których warto spróbować, o tych, które znajdziecie w menu większości restauracji, i o tych, które być może odkryjecie w małych, rodzinnych mehanach. Każde z nich jest inne, każde opowiada swoją historię, a skosztowanie ich pozwoli Wam wyrobić sobie własne, smakowite zdanie o tym, czym jest prawdziwa Bułgaria na talerzu. A na koniec, nie owijając w bawełnę, powiem, gdzie według mnie (nie) warto zjeść w Słonecznym Brzegu, by nie dać się nabić w turystyczną butelkę.
Sałatka szopska (Шопска салата) – bułgarska flaga na talerzu
Pisząc o tym, co zjeść w Bułgarii, nie sposób nie wspomnieć o absolutnej królowej – daniu, które jest jak flaga tego kraju na talerzu. Mowa oczywiście o legendarnej sałatce szopskiej! Te kolory – biel sera sirene, zieleń ogórka i czerwień soczystych pomidorów – to wizytówka kuchni bułgarskiej, którą znajdziecie w każdej restauracji. I choć jej historia powstania jest bardziej współczesna i marketingowa, niż mogłoby się wydawać, to jej smak, oparty na świeżości najlepszych lokalnych warzyw i doskonałym serze, jest absolutnie ponadczasowy. Całą fascynującą historię i sprawdzony przepis na idealną szopską znajdziecie w moim osobnym artykule – sałatce szopskiej. Tam zdradzam wszystkie sekrety!

Dla mnie, najlepszą sałatkę szopską zawsze robiłem sam, z produktów kupionych na targu w Kableszkowie – bo tylko wtedy ma się pewność, że pomidory smakują jak pomidory, a ser jest pierwszej świeżości. Tutaj powiem tylko tyle: jeśli chcecie poczuć prawdziwy smak Bułgarii, sałatka szopska to absolutny obowiązek!
Szkembe czorba (Шкембе чорба) – bułgarskie flaki na mleku: gdzie zjeść najlepsze w Słonecznym Brzegu
Przygotujcie się na coś dla prawdziwych kulinarnych odkrywców – danie, które w Bułgarii budzi skrajne emocje. Jedni je uwielbiają i nie wyobrażają sobie bez niego życia (zwłaszcza po ciężkiej nocy), inni uciekają na samą myśl. Mowa o legendarnych bułgarskich flakach na mleku, czyli o słynnej szkembe czorbie! Jeśli przyjeżdżacie do Bułgarii z myślą, że zjecie tu coś na kształt polskich, domowych flaczków na rosole, to… możecie się srogo zdziwić!
Wybierając się na degustację szkembe czorby, musicie wymazać z pamięci smak polskich flaków. Bułgarska wersja to zupełnie inna bajka. Zamiast klarownego rosołu i marchewki, główną rolę odgrywa mleko. A zamiast łagodnego majeranku, smak podkręcają: piekielnie ostra, suszona papryka i posiekany czosnek marynowany w occie. Żołądki – wołowe, jagnięce lub wieprzowe – są długo gotowane do idealnej miękkości. Smak? Trzeba po prostu spróbować samemu!
Gdzie zjeść szkembe czorbę w Słonecznym Brzegu?
Szkembe czorba znajdziecie w wielu miejscach, ale jakość bywa różna. Zwróćcie uwagę, czy lokal serwuje tradycyjne dodatki: płatki ostrej papryki i czosnek w occie. Bez nich to nie to samo.
Ze sprawdzonych miejsc polecam dwa. Pierwsze to mała, rodzinna jadłodajnia z tureckimi wpływami na parterze hotelu Tarsis (ok. 3 EUR) – tam dominują miejscowi, a flaki często kończą się już o 13:00.
Drugie, jeśli wolicie bardziej ekskluzywne wnętrza, to restauracja Djanny, gdzie dobre flaki zjecie za ok. 3,50 EUR:
Smaczne flaki w dobrej cenie zjecie również w Białej Róży. Widać je nawet na „potykaczu” przy wejściu:
Flaki w Białej Róży są tanie i smaczne — za niecałe 2,50 EUR otrzymasz talerz zupy z niezbędnymi dodatkami świetnej jakości. W dodatku podane przez kelnerki o dość frapującej nas, Polaków, urodzie — dziewczęta są z Kirgistanu. To nacja dwujęzyczna, więc jeśli znasz rosyjski, możesz swobodnie porozmawiać o tym egzotycznym kraju. Uwaga: dziewczyny są muzułmankami (w wersji light), więc nie bądź zbyt śmiały w rozmowie, gdyż speszą się, obleją rumieńcem i uciekną. A w ich miejsce pojawi się obsługa bułgarska. I tyle będzie z atrakcji.
Tutaj chciałbym wstawić zdjęcia kelnerek z Kirgistanu, ale żadna nie wyraziła na to zgody. Dlatego też, jeśli chcesz je zobaczyć na żywo — gnaj do Białej Róży. Ja nie pomogę inaczej niż poglądowym zdjęciem z internetu.
Bułgarskie flaki w White Rose są smaczne, ale bardzo oszczędne — wsadu w zupie jest ponad połowę mniej niż u Turka. Tyle, że u niego wsuwasz za więcej (euro) w zastawie z plastiku i żadna uśmiechnięta Kirgizka nie przyniesie Ci szkembe czorba do stolika na tacy. Ba, będziesz musiał odebrać z lady od pani, która jest dla mnie fenomenem. Bo jak resztami pamięci kojarzysz te barmanki w barach dworcowych za PRL, to jest właśnie ona. Zabijająca wzrokiem za to, że musi Cię obsłużyć. Gdzie dziś kupisz taki widok? Nigdzie. A w Bułgarii masz w cenie przewielebnych flaków. Wbijajcie do Turka, zanim leciwa królowa lady przejdzie na emeryturę.
Sacz (сач) – danie w glinianym kociołku, które musisz zamówić z jagnięciną
Kolejna pozycja obowiązkowa na liście, gdy rozmawiamy o tym, jakie jedzenie w Bułgarii musicie spróbować, to sacz. To nie tylko nazwa przepysznej potrawy, ale przede wszystkim tradycyjnego, ciężkiego, glinianego (lub żeliwnego) naczynia, w którym jednogarnkowe cudo jest przygotowywane i serwowane prosto na stół, skwiercząc apetycznie i uwalniając obłędne aromaty. Parujący, gorący kociołek, w którym piętrzą się rumiane kawałki pieczonego mięsa duszone powoli z aromatycznymi warzywami — to prawdziwa, bałkańska uczta dla wszystkich zmysłów.

Co ciekawe, tradycyjne naczynie sacz podobno nigdy nie jest myte detergentami. Po każdym użyciu jest jedynie wycierane i smarowane olejem. Dzięki temu, niczym stary żeliwny garnek, z każdym kolejnym użyciem przesiąka aromatami poprzednich potraw, a te obecnie przyrządzane nabierają jeszcze bogatszego, niepowtarzalnego smaku.
W gorącym kociołku najczęściej lądują ziemniaki, soczysta papryka w kilku kolorach, cebula, marchewka i pieczarki. Warzywa mimo długiego duszenia pozostają przyjemnie al dente, przesiąknięte bogatym aromatem mięsa.
Sacz można zamówić z kurczakiem lub wieprzowiną — ale jesteście w Bułgarii, kraju słynącym z doskonałej jagnięciny. Sacz z jagnięciną to zupełnie inny poziom doznań kulinarnych. Istnieje też pełnowartościowa wersja warzywna dla wegetarian. Sacz to danie biesiadne — porcja na dwie lub cztery osoby.
W wersji z jagnięciną musicie liczyć się z wydatkiem rzędu 15–23 EUR za solidną porcję dla dwóch głodnych osób. Gdzie w Słonecznym Brzegu zjeść niedrogi, dobrej jakości sacz jagnięcy? Z czystym sumieniem polecam restaurację Pollo Resort, cenioną za smaczną, uczciwą kuchnię.
Kebapche (Кебапче) – bułgarski grill z przepisem który ma 80 lat i ani trochę się nie zmienił
Kebapche to podłużny kotlecik z mielonego mięsa — tradycyjnie mieszanki wieprzowiny i wołowiny, przyprawiony wyłącznie kminkiem, czarnym pieprzem i solą. Według socjalistycznego przepisowego rецептурника z czasów NRB proporcje były ściśle określone: 5 g kminku, 5 g pieprzu i 20 g soli na kilogram mięsa. I takie zostały do dziś. Przed pieczeniem musi odpocząć 24 godziny w chłodnym miejscu, być pieczone na mocno rozgrzanej, czystej blasze i obracane wyłącznie w jednym kierunku — wtedy jest soczyste i nie pęka. Serwowane po trzy sztuki z frytkami i sałatką szopską — proste, sycące i uzależniające. To jedna z tych potraw które jedzą wszyscy: miejscowi, turyści, dzieci i emeryci.
Musaka bułgarska (Мусака) – czym różni się od greckiej i dlaczego jest lepsza
Bułgarska musaka to zupełnie inne danie niż grecka o tej samej nazwie — i warto to wiedzieć zanim zamówisz. Zamiast bakłażana podstawą są ziemniaki, a zamiast sosu beszamelowego — bułgarski jogurt wymieszany z jajkami. To sprawia że jest lżejsza, delikatnie kwaskowata i mniej ciężkostrawna. Mięso mielone jest wymieszane z cebulą i papryką, jogurtowa polewa podczas pieczenia tworzy złocistą, delikatną skorupkę. Nazwa pochodzi z arabskiego i oznacza „coś zimnego” — do Bułgarii przywędrowała przez kuchnię osmańską. Zamów musakę w tradycyjnej mehanie, a nie w turystycznej restauracji na deptaku — tam robi się ją najlepiej.
Tarator (таратор) – bułgarski chłodnik na upały, który kupisz też w butelce
Gdy bułgarskie słońce leje się z nieba strumieniami, jest tylko jeden prawdziwy ratunek — miseczka zimnego, orzeźwiającego taratora! Ten tradycyjny bułgarski chłodnik na bazie gęstego jogurtu (kiseło mliako), świeżych ogórków, czosnku, koperku i orzechów włoskich to dla mnie absolutny symbol bułgarskiego lata. Dostępny w każdej restauracji — ale co ciekawe, można go też kupić w butelce w każdym sklepie spożywczym jako gotowy napój, idealny na plażę i trasy rowerowe.
Tarator jest ceniony nie tylko za smak i właściwości orzeźwiające, ale też za zaskakująco niską kaloryczność. A zdrowotny atut jest konkretny: bazą jest kiseło mliako, legendarna bułgarski jogurt zawierający unikalne kultury bakterii Lactobacillus Bulgaricus — bakterii która w naturalnej, niezmienionej formie występuje wyłącznie na terytorium Bułgarii. To właśnie ona sprawia, że bułgarskie jogurty uznawane są za jedne z najzdrowszych na świecie.
Caca (цаца) – chrupiące szprotki smażone jak frytki, czyli idealna przekąska do piwa
Caca (цаца) to malutkie, całe szprotki lub inne drobne rybki morskie, obtoczone w mące i smażone na chrupko w głębokim tłuszczu — zupełnie jak frytki. Podawana na wielkich talerzach lub w papierowych rożkach, z plasterkiem cytryny i sosem czosnkowym. Porcja spokojnie starczy dla dwóch osób jako sycąca przekąska. To idealne jedzenie w Bułgarii do piwa — tanie, chrupiące i uzależniające.

Caca to potrawa raczej barowa i nieformalna — w eleganckich restauracjach możecie jej nie znaleźć. Je się ją palcami, maczając w sosie lub skrapiając cytryną. Jeśli wybieracie się na cacę z piwem, zerknijcie do naszego przewodnika po piwach bułgarskich, aby wybrać coś naprawdę wartego uwagi. Niezjedzone rybki? Z czystym sumieniem podarujcie wszechobecnym w nadmorskich kurortach kotom — ucieszą się i odwdzięczą głośnym mruczeniem.
Banica (бáница) na śniadanie — złociste ciasto z X wieku i boza dla odważnych
Co zjeść na tradycyjne bułgarskie śniadanie? Na scenę wkracza zestaw, który dla wielu Bułgarów jest absolutną klasyką poranka — banica (бáница) z napojem zwanym boza (боза). Banica to symbol bułgarskiej kuchni — ciepłe, złociste, warstwowe ciasto z cienkimi korami przełożonymi farszem z sera sirene, jajek i jogurtu. Pierwsze pisemne wzmianki o tej potrawie pochodzą z X wieku, gdy arcybiskup Teofylakt Ochrydski opisywał potrawy bułgarskich mieszkańców Macedonii Pirińskiej. Jedzona jest na śniadanie, na świętach, na chrzciny i wesela — bez banicy w Bułgarii nie ma żadnego ważnego momentu.
Świeżą, jeszcze ciepłą banicę bez problemu znajdziecie w niezliczonych piekarniach (Pekarna) rozsianych po całym Słonecznym Brzegu — ale znikają błyskawicznie i tylko w niewielu miejscach uda Wam się je kupić po południu. To typowo poranny przysmak.
Ten gęsty, mętny, lekko kwaśny i jednocześnie słodkawy napój — boza — produkowany jest ze sfermentowanej pszenicy lub prosa i zawiera symboliczny 1% alkoholu. Boza kosztuje naprawdę niewiele, dostępna jest w każdym sklepie w plastikowych butelkach. Skosztowanie tego tradycyjnego napoju śniadaniowego jest niemalże turystycznym obowiązkiem — choć większość Polaków kończy degustację na kilku pierwszych łykach. Jeśli chcecie tylko spróbować, kup jak najmniejszą dostępną butelkę.
Kawarma (Кавърма) – bułgarski gulasz z glinianego naczynia, pachnący czubrycą i czerwonym winem
Danie, które dla mnie jest kwintesencją bułgarskiej kuchni — kawarma. Sama nazwa pochodzi z tureckiego i oznacza „podsmażone” — ale kawarma to coś znacznie więcej niż smażone mięso. To powoli duszona wieprzowina lub kurczak (szukajcie wersji z jagnięciną lub cielęciną — to dopiero rarytas!) z cebulą, papryką, pieczarkami, pomidorami i czerwonym winem. Każdy region Bułgarii ma swój wariant — na południu więcej wina, na wschodzie więcej papryki.
Cały sekret tej potrawy tkwi w powolnym duszeniu i mistrzowskim użyciu przypraw — obowiązkowo musi się znaleźć czubrica (bułgarski cząber , dla kuchni bułgarskiej to co majeranek dla polskiej), słodka i ostra papryka, czarny pieprz i odrobina dobrego czerwonego wina dla głębi i szlachetności. Tradycyjnie kawarma jest zapiekana w indywidualnych, glinianych naczyniach z przykrywką zwanych giuweczetami — jedzenie z takiego parującego garnuszka to zupełnie inne, autentyczne doświadczenie. Istnieją regionalne odsłony: kawarma po radomirsku z dużą ilością pora, czy bogata, mięsna kawarma po owczarsku. Niekiedy na szczycie giuweczety ląduje sadzone jajko z płynnym żółtkiem a całość zapieczona jest pod złocistą pierzynką z tartego sera kaszkawał.
Pyłneni czuszki i sarmi – nadziewane papryki i gołąbki w liściach winogron
Czas na kolejne dania będące esencją bułgarskiej kuchni domowej — pyłneni czuszki (nadziewane papryki) oraz sarmi (zawijane gołąbki). To klasyki bułgarskiego stołu, w które wkłada się nie tylko świeże składniki, ale przede wszystkim mnóstwo serca i cierpliwości.
Pyłneni czuszki to dorodne, kolorowe papryki wydrążone i wypełnione farszem z mielonego mięsa, podsmażonej cebulki, marchewki i ryżu, suto doprawionym czubrycą, natką pietruszki i świeżą miętą. Duszone lub zapiekane w piekarniku, często pod delikatną „pierzynką” z bułgarskiego jogurtu i jajek zwaną zalewka. Istnieje też popularna wersja wegetariańska — postni pyłneni czuszki.
A sarmi? Farsz podobny — ryż, mięso mielone, cebulka, przyprawy — ale zawijany w liście. Dwie szkoły: Zelewi sarmi (w liściach kiszonej kapusty, kwaskowate, popularne zimą) i uwielbiane przez turystów łozowi sarmi — malutkie, zgrabne gołąbki zawijane w młode liście winogron. Mają cudownie świeży, lekko cytrynowy posmak kontrastujący z aromatycznym farszem. Podawane z gęstym sosem jogurtowym z czosnkiem i koperkiem — połączenie idealne.
Bob czorba (Боб чорба) – gęsta bułgarska zupa fasolowa idealna dla wegetarian
Wśród bułgarskich zup, obok kontrowersyjnej szkembe czorby i orzeźwiającego taratora, króluje jeszcze jedna, fundamentalna dla kuchni bułgarskiej — bob czorba (Боб чорба), gęsta, niezwykle aromatyczna i sycąca zupa fasolowa. To danie tak proste w składnikach, a jednocześnie tak bogate w smaku, że dla mnie jest prawdziwym comfort food na bułgarską modłę.
Podstawa to dojrzała, biała fasola długo gotowana do miękkości. Do tego pokrojone warzywa korzeniowe, złocista cebulka i czerwona papryka. Prawdziwy sekret smaku bob czorby tkwi w ziołach — kluczową rolę odgrywa dżodżen (джоджен), lokalna odmiana mięty ogrodowej, która nadaje zupie niepowtarzalnego, orzeźwiającego charakteru. Do tego czubryca, liść laurowy i często kilka suszonych czerwonych papryczek chili.
Bob czorba jest bardzo często przygotowywana w wersji całkowicie wegetariańskiej — postna bob czorba — bez mięsa i wędlin. To czyni ją cennym wyborem dla turystów będących wege. Zdarzają się też wersje z wędzonym boczkiem czy żeberkami. Jeśli zobaczycie bob czorbę w menu jakiejś tradycyjnej mehany — koniecznie spróbujcie.
Pyrlenka (Пърленка) – bułgarski placek czosnkowy do maczania w sosie
Pyrlenka (Пърленка) to płaski, okrągły chlebek — coś na kształt polskiego podpłomyka lub włoskiej focacci, ale z typowo bułgarskim charakterem. Absolutnie doskonały towarzysz każdego bułgarskiego dania: do maczania w sosach pozostałych po kawarmie, do zagryzania gorących zup, do przegryzania z sałatkami, czy jako samodzielna przekąska pod dania z grilla.
Najczęściej pieczona na ruszcie grilla (zyskuje dymny aromat i chrupiące prążki), w tradycyjnym piecu chlebowym, albo na rozgrzanej suchej płycie. Prawdziwy sekret smaku pyrlenki tkwi w tym co dzieje się tuż po upieczeniu — gdy jest jeszcze gorąca, obficie smarowana roztopionym masłem lub oliwą z roztartym czosnkiem, posypana tartym serem sirene lub żółtym kaszakwałem. Aromaty czosnku i rozpływającego się sera unoszące się nad gorącym plackiem — to jest Bułgaria w pigułce.
Klasyczna czesnowa pyrlenka lub pyrlenka sys sirene znajdziecie w menu każdej mehany. Zdarzają się też wersje fantazyjne — z oliwkami, suszonymi pomidorami, oregano lub cienkimi plasterkami pikantnej łukanki (tradycyjnej bułgarskiej, długo dojrzewającej kiełbasy, charakterem przypominającej najlepsze włoskie salami). Pyrlenka nie potrzebuje wymyślnych dodatków by zachwycać. Wystarczy dobre ciasto, czosnek i ser.
Baklava i chałwa – słodkie dziedzictwo osmańskie, które zostało w Bułgarii na zawsze
Bułgaria nie ma własnej, starożytnej tradycji cukierniczej — słodycze przywędrowały tu z kuchnią osmańską i zostały na zawsze. Baklava to warstwy cienkiego ciasta filo przełożone posiekanymi orzechami włoskimi lub pistacjami, zalane miodem lub syropem cukrowym. Intensywnie słodka, kleista, zjadana w małych kawałkach — lekceważenie jej słodyczy to błąd który popełnia się tylko raz. Chałwa — w Bułgarii najczęściej sezamowa, twarda i krucha — to zupełnie inne zwierzę niż miękka polska chałwa: bardziej intensywna, mniej mdląca, zaskakująco syta. Obu szukaj nie w turystycznych stoiskach z pamiątkami, ale w lokalnych piekarniach i sklepach spożywczych — tam są świeże i kosztują grosze. Albo raczej: centy.
Lutenica (Лютеница) – smak bułgarskiej jesieni zamknięty w słoiku
Na koniec coś, co jest absolutnym symbolem bułgarskiej spiżarni — lutenica (Лютеница)! Jeśli będziecie mieli okazję kupić słoik prawdziwej, domowej ljutenicy na lokalnym targu — nie wahajcie się ani chwili.
Małe ostrzeżenie: pod żadnym pozorem nie kupujcie lutenicy w supermarketach sieciowych. Smak tej sklepowej, przemysłowej papki ma tyle wspólnego z prawdziwą, domową ljutenicą, co trabant z mercedesem.
Czym jest lutenica? To gęsta, niezwykle aromatyczna, lekko słodka i często przyjemnie pikantna pasta z pieczonych czerwonych papryk i dojrzałych bułgarskich pomidorów. Każda bułgarska rodzina ma swój sekretny przepis, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Często dodaje się bakłażan, marchewkę, cebulę, czosnek i czubrycę. Wszystkie składniki są pieczone lub długo duszone, następnie mielone i gotowane przez wiele godzin, aż pasta zgęstnieje i nabierze głębokiego, lekko dymnego aromatu.
Przygotowywanie luutenicy na zimę to w wielu bułgarskich domach wielodniowy, rodzinny rytuał odbywający się późnym latem lub jesienią. Jak jeść? Najprościej — posmarować grubą kromką świeżego, wiejskiego chleba. Pasuje do mięs z grilla, do sera sirene, jako dip do warzyw, a ja osobiście uwielbiam ją z ciepłą pyrlenką lub jako dodatek do jajecznicy na śniadanie.
Gdzie dobrze (nie) zjeść w Słonecznym Brzegu?
No dobrze, po tej całej wyliczance smakowitości, pewnie zadajecie sobie to jedno, kluczowe pytanie, które wisi nad Słonecznym Brzegiem jak smog nad chińską metropolią: „Gdzie można w Słonecznym Brzegu lub Nesebarze zjeść coś, co chociażby przypomina tę prawdziwą, tradycyjną bułgarską kuchnię?” Odpowiedź? Nigdzie.
Bo spójrzmy prawdzie w oczy — te wszystkie „polecane” knajpy, te „perełki” wyskakujące na Instagramie co pięć minut, te zachwyty „influencerów” (czytaj: opłacanych klakierów), którzy za darmową michę i trzy drinki sprzedadzą Wam każdą bajkę? To jest jeden wielki, starannie wyreżyserowany teatr dla naiwnych. Symfonia sponsorowanych postów i kupionych recenzji, w której Wy macie odegrać rolę bezwolnych owieczek prowadzonych prosto na rzeź… portfela i dobrego smaku.
Mnie jako corocznego obserwatora to już nawet nie denerwuje. Ten cały festiwal hipokryzji i udawania, że plastikowa wydmuszka jest prawdziwym jajkiem Faberge. Dlatego właśnie tak często w opisie prawdziwego bułgarskiego jedzenia pojawia się słowo „mehana”. To dla mnie symbol tego, co utracone w tych turystycznych kombinatach — prawdziwej, uczciwej gospody, gdzie jedzenie ma smak, a gościnność nie jest wykalkulowana. Na szczęście takie miejsca jeszcze istnieją, tylko trzeba chcieć je znaleźć. I na pewno nie leżą przy głównym deptaku, oświetlone tysiącem neonów.
Jeśli więc macie ochotę na prawdziwą bułgarską kuchnię, to zignorujcie „top restauracje Słonecznego Brzegu” polecane przez „znawców” z TikToka. Wsiadajcie w cokolwiek, co jeździ, i uciekajcie stamtąd jak najdalej. Na przykład do takiej wsi jak Medovo. Tak, wiem, to „aż” dwadzieścia kilometrów.
Ale to właśnie tam, gdzie czas płynie wolniej, w prawdziwej, kamienno-drewnianej mehanie przygotowuje się według starych receptur, macie szansę przeżyć coś co można nazwać kulinarnym objawieniem. Czy będzie idealnie? Raczej zawsze. Na pewno będzie prawdziwie. A to w dzisiejszym świecie towar deficytowy.
grafiki: archiwum autora, wikipedia.bg, culinarytourism.bg, ivel.bg, https://complexstaritekashti.com/mehana/