Msza po polsku Nesebar i Burgas — plus ciekawostki o prawosławiu dla turysty
Niedziela, godzina dziesiąta rano. Słoneczny Brzeg budzi się powoli — Brytyjczycy wracają właśnie do hoteli z nocnej rundy po barach, Niemcy już zajęli leżaki przy basenie, a Rosjanie zastanawiają się czy na śniadanie wypić piwo, czy od razu iść w rakiję.
I jest jeszcze ta trzecia grupa. Nieduża, ale regularna. Tacy którzy w niedzielę rano pytają na recepcji: „Przepraszam, czy jest gdzieś tutaj kościół? Msza po polsku?”
Recepcjonistka — zazwyczaj miła, nawet taka mówiąca po polsku — zazwyczaj milknie na chwilę. Bo odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Nie dlatego, że kościoła nie ma. Kościołów rzymskokatolickich jest jak na receptę. Dlatego że Bułgaria modli się inaczej. I żeby zrozumieć, gdzie pójść na mszę będąc tutaj na wakacjach — trzeba najpierw zrozumieć kraj w którym jesteś.
Bułgaria jest krajem prawosławnym. Nie powierzchownie, nie na papierze — prawosławnym w taki sposób w jaki Polska jest katolicka: kulturowo, rodzinnie, głęboko. Inaczej wyglądają świątynie, inaczej wygląda liturgia, inaczej wygląda wiara w codziennym życiu. Zanim trafisz na mszę — wiesz już że wchodzisz do innego świata.
Ten artykuł jest po to żeby ten świat zrozumieć. I żeby wiedzieć gdzie w niedzielę rano zapalić świeczkę — niezależnie od tego czy jesteś katolikiem szukającym polskiej mszy, czy ciekawym inności turystą chcącym zajrzeć do środka bułgarskiej cerkwi i nie wyjść na ignoranta, który pierwszy raz widzi coś innego niż własna parafia.
Msza po polsku w Nesebarze (rozwiązanie dla turystów w Słonecznym Brzegu)
Zacznijmy od konkretów, bo tego szuka większość osób które trafiły na ten artykuł. Gdzie zatem może pojechać na mszę po polsku w okolicach Słonecznego Brzegu?
W Nesebarze — pięć kilometrów od Słonecznego Brzegu — odprawiane są msze święte po polsku. Prowadzi je polski kapucyn, br. Marcin Grec OFMCap, w Miejskim Centrum Kultury „Artium” przy ulicy Han Krum w Nesebarze.
Kiedy: w niedziele i święta o godzinie 19:00 — w lipcu, sierpniu i pierwszą niedzielę września. Tak było w roku 2025. W tym, jeśli dochowana zostanie tradycja, szczegóły zostaną podane na stronie parafii przed sezonem (w czerwcu).
Kontakt z kapłanem: +359 899 808 883 — działa również przez WhatsApp i Viber.
Strona parafii: burgas.capucini.bg/nesebar-pl — aktualizowana na bieżąco przed każdym sezonem. Warto sprawdzić przed wyjazdem, bo godziny i terminy mogą się zmieniać.
Jedna rzecz którą warto wiedzieć zanim tam pojedziesz: to nie jest kościół w tradycyjnym sensie. Centrum Kultury Artium to świecki budynek — msza odbywa się w sali którą kapucyni zaadaptowali na potrzeby liturgii. Dla kogoś przyzwyczajonego do polskiej parafii może to być zaskoczenie. Ale właśnie w tym może kryć się urok — polska msza w środku bułgarskiego miasta z trzytysięczną historią, kilkaset metrów od prawosławnych cerkwi, które pamiętają Bizancjum.
Jeśli msza w „cywilnym” budynku budzi Twój moralny opór – masz drugą opcję. Mszę w prawdziwym kościele katolickim.
Parafia Świętej Bożej Rodzicielki przy ulicy Cara Piotra 5 w centrum Burgas. Msze po polsku w niedzielę o godzinie 12:00, od kwietnia do października. Msze w bułgarskim w niedzielę o 10:30. Celebrans — ten sam, br. Marcin Grec OFMCap, ten sam kontakt: +359 899 808 883. Pełny harmonogram i aktualizacje sezonowe na burgas.capucini.bg.
Ale jeśli zostałeś tu trochę dłużej i czytasz dalej — mam do siebie propozycję. Zrozumienie kraju przez jego wiarę, która przetrwała Turków, komunizm i wszystko pomiędzy. Zacznijmy od fundamentalnego pytania
Czy katolik może pójść do cerkwi?
Sami kapucyni prowadzący polskie msze na bułgarskim wybrzeżu zamieścili na swojej stronie następujące przypomnienie, cytując oficjalny kościelny dokument:
Ilekroć wymaga tego konieczność lub zaleca prawdziwy pożytek duchowy, i pod warunkiem że unika się niebezpieczeństwa błędu i indyferentyzmu, wolno katolikowi, który fizycznie lub moralnie nie może dotrzeć do szafarza katolickiego, przyjąć sakramenty pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych od szafarza Kościoła wschodniego.
— Papieska Rada do Spraw Jedności Chrześcijan, Dyrektorium o ekumenizmie, pkt 123 (1993)
To jest zdanie mające swój teologiczny kontekst i dotyczy sytuacji niemożności dotarcia do kapłana katolickiego. Ale jest też coś szerszego — to samo Dyrektorium ekumeniczne stwierdza wprost, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby katolik uczestniczył w nabożeństwach innych Kościołów chrześcijańskich.
Uczestnictwo w liturgii prawosławnej nie jest grzechem. Nie jest zdradą wiary. Jest czymś innym — jest oknem na chrześcijaństwo, które rozwijało się przez wieki osobną drogą, z tą samą Ewangelią jako źródłem, ale innym językiem teologii, inną architekturą modlitwy, innym rytmem sakramentów.
Jeśli jesteś człowiekiem wierzącym, który szanuje swoją wiarę — warto wejść do prawosławnej cerkwi podczas liturgii. Nie żeby porównywać, nie żeby oceniać. Żeby zobaczyć jak wygląda modlitwa, która płynie z tego samego źródła, ale innymi kanałami. I do tego prawie namacalnie dotknąć korzeni wiary. Czy wiesz, że relikwie św. Jana Chrzciciela znajdują się 70 km od Słonecznego Brzegu i możesz je zobaczyć na własne oczy?
Bułgar wierzy inaczej niż myślisz
Zacznijmy od rzeczy, która zaskoczy każdego Polaka przyzwyczajonego do pełnych kościołów w niedzielę rano.
Bułgar jest prawosławny. Ale do cerkwi chodzi rzadko.
To nie jest sprzeczność — to po prostu inny model wiary. W Polsce praktykowanie religii oznacza regularne uczestnictwo w mszy, niedzielne wyjście całą rodziną, spowiedź przed świętami. W Bułgarii wiara jest bardziej intymna i mniej rytualna. Do cerkwi idzie się na Wielkanoc, na chrzciny, na pogrzeb, na imieniny patrona świątyni. I to jest norma — nie powód do wstydu ani do tłumaczenia się z tego.
Zapytaj Bułgara, czy jest wierzący. Powie że tak, prawosławny. Zapytaj, kiedy ostatnio był w cerkwi. Wzruszy ramionami i powie, że to zależy od tego, co rozumiesz przez „ostatnio”. I nie poczuje się z tym źle.
To jest ważne dla turysty z dwóch powodów.
Po pierwsze — nie zdziw się gdy wejdziesz do pięknej nesebarskiej cerkwi w środku sezonu i zastaniesz tam tylko kilku starszych wiernych i dziesięć razy więcej turystów z aparatami. To normalne. Nie znaczy że religia tu obumiera — znaczy że wyraża się inaczej.
Po drugie — nie myśl, że Bułgaria jest krajem bez wiary tylko dlatego, że nie widać jej na co dzień tak wyraźnie jak w Polsce. Wystarczy być tu piętnastego sierpnia — na Wniebowzięcie Bogurodzicy, które jest ważnym świętem religijnym — żeby zobaczyć jak głęboko prawosławie jest wpisane w bułgarską tożsamość. W tym dniu swoje dni obchodzą takie miasta jak Warna czy Nesebar co, kolejna ciekawostka, wiąże się z wolnym dniem od pracy.
Komunistyczne piętno odciśnięcie w prawosławiu
W Bułgarii przez czterdzieści pięć lat komunizmu Cerkiew przeżyła inaczej niż polski Kościół katolicki — i to jest historia której Polak się nie spodziewa.
Polski Kościół z komunizmem walczył. Otwarcie, twardo, z pozycji instytucji, która nigdy nie dała się złamać. Prymas Wyszyński szedł do więzienia zamiast podpisywać ugody. Kościół był opozycją — moralną, duchową, a w końcu i polityczną. Polacy szli do kościoła również dlatego, że to był to jeden z nielicznych bastionów, gdzie władza nie miała pełnej kontroli. Wiara i bunt splatały się przez czterdzieści lat.
Bułgarska Cerkiew wybrała inną drogę. Zamiast walczyć — podporządkowała się. Hierarchia zachowywała całkowitą lojalność wobec komunistycznej władzy, wielokrotnie publicznie chwaliła działaczy partyjnych. Niczym Rosyjska Cerkiew Prawosławna, której lojalność do władzy nadal pozostaje, nomen omen, ikoniczna. Patriarcha Maksym — wybrany w 1971 na soborze w pełni kontrolowanym przez partię — pozostał na urzędzie przez całą epokę. Po 1989 roku ujawniono, że jedenastu z piętnastu członków Świętego Synodu było współpracownikami komunistycznych służb specjalnych.
Ale to nie jest cała historia. Bo jednocześnie ponad pięciuset popów i ponad sto czterdzieści mnichów i mniszek padło ofiarami represji. Zakazywano im odprawiania liturgii, udzielania sakramentów, głoszenia wiary. Ateizm państwowy był prawdziwy i brutalny — po prostu realizowany inaczej niż w Polsce. Nie przez otwartą konfrontację z instytucją, ale przez infiltrację od środka.
Efekt dla zwykłego wiernego był podobny — pokolenie wychowane bez religijnego wychowania, wiara zepchnięta do domów i sumień. Ale blizna jest inna. Polski katolik, który dziś chodzi do kościoła, niesie w sobie pamięć Kościoła, który wygrał. Bułgarski prawosławny, który wraca dziś do cerkwi musi się mierzyć z pytaniem — czy wraca do instytucji, która go wtedy zawiodła.
To pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Ale pomaga zrozumieć dlaczego bułgarska wiara jest taka cicha.
Głową tak znaczy nie. Legenda związana z religią
Zanim wejdziesz do jakiejkolwiek bułgarskiej cerkwi — a właściwie zanim w ogóle otworzysz usta do jakiegokolwiek Bułgara — musisz wiedzieć jedną rzecz. Rzecz, która codziennie doprowadza do małych katastrof komunikacyjnych między Bułgarami a resztą świata.
W Bułgarii kiwanie głową pionowo — góra-dół — oznacza nie.
Kręcenie głową na boki — tak jak my sygnalizujemy „nie” — oznacza tak.
Odwrotnie niż wszędzie indziej na świecie. Odwrotnie niż w Polsce, Niemczech, Francji, Anglii i praktycznie każdym innym kraju, który przychodzi Ci do głowy. Bułgaria i kilka zakątków Grecji i Turcji — i nikt więcej.
Jeśli tego nie wiesz i zapytasz w cerkwi, czy możesz fotografować — a pytany pokiwa pionowo głową — wyjmiesz aparat. I będziesz miał problem.
Skąd to się wzięło? Najpopularniejsza teoria jest piękna i ma religijny posmak. Podczas pięciuset lat tureckiej okupacji Bułgarzy — chrześcijanie pod muzułmańską władzą — mieli być pytani przez tureckich urzędników, czy wyrzekają się wiary. Odpowiadali „nie” — ale żeby nie prowokować, kiwali głową „na tak”. I tak rozumieli to Turcy. Między sobą wiedzieli, co naprawdę znaczy ten ruch. Wiara przeżyła — a gest został.
Historycy spierają się, czy ta teoria jest prawdziwa. Ale jako anegdota jest zbyt dobra żeby jej nie przytoczyć.
Praktyczna rada na resztę wakacji: gdy Bułgar kiwa głową pionowo patrząc na Ciebie — nie rozumie Cię, nie zgadza się, albo odpowiada przecząco. Gdy kręci — jest odwrotnie.
Cerkiew od środka: co wolno, czego nie i dlaczego wszystko tu jest inaczej
Zanim w ogóle wejdziesz do środka cerkwi — policz kopuły.
To nie jest turystyczna ciekawostka. Każda prawosławna cerkiew coś mówi swoją liczbą kopuł. Oto, co konkretnie oznacza ich liczba:
- Jedna kopuła to Chrystus jako jedyna Głowa Kościoła.
- Trzy to Trójca.
- Pięć to Chrystus i czterej Ewangeliści.
- Siedem to sakramenty, dary Ducha Świętego i siedem soborów powszechnych razem.
- Trzynaście — Chrystus z dwunastoma Apostołami.
Na szczycie każdej kopuły stoi krzyż. Na każdej bez wyjątku.
Jest jedna bułgarska osobliwość: w Bułgarii istnieją prawosławne cerkwie zupełnie bez kopuł. Budowane podczas tureckiej okupacji — celowo ukryte, wtopione w zwykłe zabudowania, niepozorne z zewnątrz żeby nie prowokować władzy. Wiara przetrwała pięćset lat. Tylko kopuły musiały poczekać.
I jeszcze jedno zanim wejdziesz: ołtarz każdej cerkwi jest zawsze zwrócony na wschód. Zawsze. Bo ze wschodu przyszło zbawienie — i Chrystus jest w tradycji prawosławnej „duchowym wschodem” (Łk 1,78). Kiedy stoisz przed wejściem do cerkwi i patrzysz na jej front — wiesz już że ołtarz jest po drugiej stronie.
Wejście — i pierwsze zaskoczenie
Wchodzisz. I nie ma ławek.
Albo prawie nie ma. Przy ścianach stoją czasem drewniane krzesła z wysokimi oparciami — ale to nie są krzesła do siedzenia. To podpory na czas długiej liturgii dla starszych i chorych. W prawosławnej tradycji wierni stoją przez całe nabożeństwo. Naprawdę — przez całe, które potrafi trwać dwie godziny i dłużej. Siadasz tylko, gdy jesteś chory, wyczerpany albo bardzo stary.
Jeśli zamiast ławek jest tłum ludzi który swobodnie chodzi, pali świece, całuje ikony i szepce modlitwy — to nie jest bałagan. To jest właśnie liturgia prawosławna. Inaczej niż w kościele katolickim, gdzie wszyscy siedzą, wstają, klękają w tym samym momencie — tu każdy prowadzi własną rozmowę z Bogiem we własnym tempie, tyle że w tym samym miejscu i czasie.
Ikony — okna, nie obrazy
Na ścianach, na ikonostasie, wszędzie — ikony. I tu pojawia się pierwsze nieporozumienie kulturowe: ikona to nie jest obraz religijny do podziwiania. To jest okno. Przez ikonę zwracasz się do osoby, którą przedstawia — jakbyś patrzył jej w twarz.
Dlatego ikony się całuje.
Zasada jest prosta: całujesz w dłoń lub stopę świętego, ewentualnie w obramowanie ikony. Nigdy w twarz — to zbyt poufałe. Przed ikoną możesz się przeżegnać i ukłonić. A jeśli masz na ustach szminkę — nie całujesz w ogóle. To nie jest żart. Ikony są całowane przez dziesiątki ludzi dziennie i ślad po szmince zostaje.

Świece — żywi i umarli osobno
Przy wejściu kupujesz świecę —to ofiara. Tradycja sięga czasów gdy chrześcijanie składali krwawe ofiary ze zwierząt. Świeca jest ich bezkrwawym następcą.
Teraz ważna rzecz której nie wolno pomylić: w każdej cerkwi są dwa świeczniki. Jeden dla żywych — palisz tu za zdrowie i w intencji żyjących. Drugi dla umarłych — za dusze tych którzy odeszli. Pomylić je to jeden z poważniejszych faux pas jaki możesz popełnić. Nie palisz świec za świętych — oni są już uwielbieni i nie potrzebują twojej modlitwy.
Ikonostas — nie przechodź tamtędy
Naprzeciwko wejścia stoi ikonostas — ściana ikon od podłogi niemal do sufitu, z trzema parami drzwi. Środkowe to Carskie Wrota. Przechodzi przez nie wyłącznie pop. Tylko on, tylko w określonych momentach liturgii. Laik — nigdy. Nawet car miał prawo przejść przez nie tylko raz w życiu: w dniu koronacji.
Za ikonostasem jest ołtarz. Nie zaglądaj tam. Nie próbuj przejść. Jeśli musisz przejść z jednej strony nawy na drugą przez przestrzeń przed Carskimi Wrotami — zatrzymaj się na chwilę, przeżegnaj się zwrócony twarzą do nich i skłoń głowę. Dopiero potem idź dalej.
I jeszcze jedno: nigdy nie stawaj tyłem do ołtarza.
Absolutna cisza — pięć momentów
Możesz szeptać, możesz się poruszać, możesz palić świece podczas liturgii — ale są momenty, kiedy naprawdę musisz stanąć i zamilknąć. Każdy prawosławny je zna. Turysta powinien wiedzieć, że gdy wszystko nagle zamiera — to właśnie nastąpił jeden z tych momentów.
Małe Wejście z Ewangelią i czytanie Ewangelii. Pieśń Cherubinów i Wielkie Wejście. Śpiew Symbolu Wiary. Kanon Eucharystyczny — najświętszy moment całej liturgii, gdy chleb i wino stają się według wiary Ciałem i Krwią Chrystusa. Ojcze Nasz.
Nie wiesz, kiedy to będzie? Słuchaj ludzi wokół. Gdy wszyscy nagle nieruchomieją — nieruchomiej razem z nimi. To wystarczy.
Na koniec — jak wychodzić z cerkwi?
Wychodząc z cerkwi cofasz się — dosłownie — zawsze twarzą do ołtarza. Dopiero za progiem możesz się odwrócić. Przed wyjściem z dziedzińca — przeżegnaj się jeszcze raz, twarzą do świątyni.
I nie wychodź przed końcem nabożeństwa, jeśli nie musisz. W domu Boga nie wychodzi się przed końcem wizyty.
Co zobaczysz podczas liturgii prawosławnej, a czego nie ma w kościele katolickim
Jeśli wejdziesz do czynnej cerkwi podczas niedzielnej liturgii i znasz tylko katolicką mszę — pierwsze pięć minut będzie dezorientujące. Nie dlatego że dzieje się coś niezrozumiałego. Dlatego że prawie wszystko dzieje się inaczej niż się spodziewasz.
Oto co zobaczysz — i co to znaczy.
Cała liturgia jest śpiewana
W Kościele katolickim msza ma części mówione i śpiewane. W prawosławiu ta granica nie istnieje. Cała Boska Liturgia jest śpiewana — od pierwszego do ostatniego słowa. Pop śpiewa swoje części w ołtarzu. Diakon śpiewa w nawie. Chór odpowiada. Nie ma kazania wygłoszonego normalnym głosem między ciszą — wszystko płynie jako nieprzerwana muzyczna modlitwa.
Nie usłyszysz organów. Nie ma ich w prawosławiu. Jest tylko ludzki głos — chór zawodowych lub parafialnych śpiewaków którzy przez całą liturgię prowadzą dialog z popem. Wierni słuchają i milczą.
Proskomedia — czyli cicha ceremonia przygotowania darów
Jest jeden moment liturgii którego prawie na pewno nie zobaczysz — bo dzieje się zanim przyjdziesz.
Proskomedia to przygotowanie darów eucharystycznych — odbywa się w ołtarzu przed rozpoczęciem właściwej liturgii, gdy wierni jeszcze wchodzą i palą świece. Pop wycina z chleba zwanego prosforą symbolicznego Baranka, układa na misie zwanej dyskiem, i wymienia z imienia wszystkich żywych i umarłych za których ma się modlić — na podstawie kartek zostawionych przez parafian. Ta cicha czynność nie ma odpowiednika w liturgii katolickiej.
Małe Wejście — pop wychodzi z Ewangelią
W pewnym momencie Carskie Wrota otwierają się i pop wychodzi przez boczne drzwi ikonostasu trzymając w górze Ewangelię. Przechodzi przez nawę i wraca przez Carskie Wrota. To Małe Wejście — symbolizuje Chrystusa wychodzącego do ludzi z Dobrą Nowiną. Wtedy właśnie nie można chodzić ani rozmawiać.
Wielkie Wejście — najbardziej niezwykły moment
Nic z tego, co znasz z kościoła katolickiego, nie przygotowuje cię na Wielkie Wejście.
Podczas powolnego śpiewu Pieśni Cherubinów — „My którzy Cherubinów mistycznie wyobrażamy…” — Carskie Wrota znowu się otwierają. Pop wychodzi tym razem przez północne drzwi niosąc w rękach kielich z winem i dysk z chlebem — czyli to, co za chwilę stanie się Eucharystią. Procesja przesuwa się uroczyście przez całą nawę, między wiernymi, i wraca przez Carskie Wrota do ołtarza.
To jest przedstawienie drogi Chrystusa na Golgotę. Wierni nieruchomieją. Chór śpiewa powoli. Cisza między frazami jest gęsta. Dla kogoś kto nie wiedział, że to nastąpi — moment jest wstrząsająco podniosły.
W liturgii katolickiej nie ma nic podobnego.
Komunia — pod dwoma postaciami, przyjmują nawet niemowlęta
Po Kanonie Eucharystycznym przychodzi Komunia. Dwie różnice natychmiast uderzają kogoś przyzwyczajonego do praktyki katolickiej.
Po pierwsze: w prawosławiu wierni przyjmują Komunię pod dwiema postaciami — i chleb i wino razem, z łyżeczki. Nie ma rozróżnienia na formę dla duchownych i dla świeckich.
Po drugie: niemowlęta i małe dzieci przyjmują Komunię — bez żadnej spowiedzi i przygotowania, bo Cerkiew uważa że dzieci do siódmego roku życia są bez grzechu. Widok rodziców niosących niemowlę do kielicha jest dla katolika z Polski widokiem dosłownie nieznanym.
Turysta bez prawosławnego przygotowania — spowiedzi, postu eucharystycznego od poprzedniej północy, specjalnych modlitw — nie przystępuje do Komunii.
Antydoron — chleb dla wszystkich
Na zakończenie liturgii pop wychodzi z kawałkami błogosławionego — ale niekonsekrowanego — chleba. Wszyscy podchodzą i każdy dostaje kawałek. Antydoron to chleb, z którego wycięto eucharystycznego Baranka podczas Proskomidii — reszta zostaje pobłogosławiona i rozdana. Dosłowne znaczenie greckiego słowa: „zamiast daru”.
Antydoron dostaje każdy — w tym turysta nieznający języka i obrządku. To gest gościnności i modlitwy za tych, którzy nie mogli przyjąć Komunii.
Pocałunek krzyża
Na samym końcu wszyscy podchodzą do popa i całują trzymany przez niego krzyż. Pop błogosławi każdego z osobna. Kolejka jest długa i nikt się nie spieszy.
Ile to trwa?
Niedziela — około półtorej do dwóch godzin. Na większe święta dłużej. Przez cały ten czas wierni stoją. Wychodzenie przed końcem jest nieeleganckie — ale nikt nie zatrzyma turysty, gdy ten zdecyduje się wyjść. Więc spokojnie, nikt nie każe Ci siedzieć 2 godzin, jeśli uznasz, że to nie dla Ciebie.
Jeśli masz choć godzinę wolnego w niedzielę rano — wejdź. Niekoniecznie żeby się modlić. Żeby zobaczyć – warto. Gdzie pójść? Oto propozycje.
Pięć cerkwi wartych odwiedzenia. Od Nesebyru do Sozopola
Turystyczny region Słonecznego Brzegu nie kojarzy się z duchowością. Kojarzy się z all inclusive, aquaparkami i śniadaniem o kacu o jedenastej. Ale w promieniu trzydziestu paru kilometrów masz pięć czynnych prawosławnych świątyń — każda z inną i na tyle ciekawą historią, aby była warta odwiedzin.
1. Wniebowzięcia NMP — Nesebar (~5 km)
Nesebar słynie z zabytkowych cerkwi, ale jak wiesz większość z nich to muzea albo ruiny. Jedyna czynna w całym mieście to cerkiew Wniebowzięcia NMP z 1873 roku — i choć architektonicznie nie rzuca na kolana, kryje w środku coś, czego próżno szukać gdzie indziej.
Przechowuje się tu Czarną Bogurodzicę — ikonę o ciemnych barwach, uznawaną za cudowną przez mieszkańców Nesebyru od pokoleń. Skąd pochodzi? Tu zaczynają się legendy. Jedna mówi że to grecka ikona wojenna z XIII wieku, zdobyta przez cara Iwana Asena II w bitwie pod Klokotnicą. Inna — że przybyła ze Świętej Góry Athos. Miejscowi opowiadają że wielokrotnie chroniła miasto przed najeźdźcami.
Legenda o samej cerkwi jest jeszcze ciekawsza. Ikona miała pojawić się zawieszona na najstarszym drzewie w mieście — płacząca. Mieszkańcy przez trzy dni przenosili ją do różnych świątyń, ale za każdym razem wracała na drzewo. Pewnej nocy Bogurodzica ukazała się we śnie miejscowej dziewczynie i poprosiła o wybudowanie świątyni w miejscu drzewa. Budowę sfinansowało złoto znalezione w korzeniach drzewa, gdy je wycinano w 1880 roku. Pień cudownego drzewa jest podobno do dziś wewnątrz świątyni.
W 1994 roku ikonę skradziono. Złodzieje zostali schwytani — okazali się osiemnastolatkami. Ikona trafiła na trzy lata do renowacji w Slywenie, a potem wróciła.
2. Przemienienia Pańskiego — Pomorie (~15 km)
Tu masz do czynienia z rekordzistą: najstarsza czynna cerkiew na całym bułgarskim wybrzeżu Morza Czarnego. Zbudowana w latach 1763–1764, poświęcona w 1765 roku — przy czym stoi na fundamentach jeszcze starszej świątyni z IX wieku. Jest jednocześnie najstarszym budynkiem w całym Pomorie.
Ciekawostka architektoniczna, którą znają nieliczni: budowniczowie z czasów tureckiej okupacji celowo budowali skromnie — ta cerkiew nie ma nawet apsydy ołtarzowej, czyli półokrągłego aneksu, który od zewnątrz zdradza, gdzie stoi ołtarz. Bez niego budynek wygląda jak zwykły prostokąt. To był celowy kamuflaż.
Wewnątrz — 74 ikony datowane od końca XV do początku XX wieku. Jak głosi legenda, piraci w XIX wieku ukradli ikonę Chrystusa Pantokratora. Na morzu złapała ich burza, ze strachu wrzucili ikonę do wody. Ikona „wróciła” — znaleziono ją na plaży przy cerkwi. Dziś jest wmurowana w drewniany sufit nad głowami wiernych.
W 1970 roku władze komunistyczne chciały rozebrać świątynię i wybudować w tym miejscu ośrodek wczasowy MSW. Mieszkańcy jednak zebrali podpisy i ją obronili.
3. Katedra Świętych Cyryla i Metodego — Burgas (~30 km)
Burgas to największe miasto regionu i ma najbardziej okazałą prawosławną świątynię w okolicy. Katedra Świętych Cyryla i Metodego — główna siedziba Metropolii Sliwenskiej — imponuje architekturą, rozbudowanym ikonostasem i pełną niedzielną liturgią z chórem. Tu nie ma turystów z aparatami — są wierni którzy przyszli się pomodlić. Jeśli chcesz zobaczyć jak wygląda żywa bułgarska liturgia w pełnej okazałości — jedź do Burgas w niedzielę rano.
4. Monastyr Świętego Jerzego — Pomorie (~15 km)
Jedyny czynny klasztor męski na całym bułgarskim wybrzeżu Morza Czarnego — i to nie jest marketingowy slogan.
Historia monastyru jest równie barwna co historia Pomorie. Według tradycji pierwsi chrześcijańscy mnisi przybyli tu w III-IV wieku. Klasztor istniał od VII wieku, Turcy zburzyli go w XIV. Odbudowę zaczął w XVII wieku… turecki bej Selim, który zachorował na nieuleczalną chorobę. We śnie ukazał mu się Święty Jerzy na białym koniu i wskazał lecznicze źródło. Selim znalazł je, znalazł też marmurowy płaskorzeźbiony wizerunek Świętego Jerzego, wyzdrowiał — i przeszedł na chrześcijaństwo. Podarował swoje ziemie klasztorowi i po śmierci żony sam został pierwszym igumenem (odpowiednik przeora). Został pochowany przy źródle.

Ta historia — muzułmanin który buduje prawosławny klasztor i zostaje jego pierwszym mnichem — jest na tyle niezwykła, że historycy do dziś się o nią spierają.
Klasztor działa nieprzerwanie. Ma piękny ogród z czterdziestoma pięcioma hektarami winnic. Przy świętym źródle — ajazmie — codziennie modlą się pielgrzymi przyjeżdżający z całej Bułgarii po uzdrowienie. 6 maja, na Świętego Jerzego, klasztor i całe miasto Pomorie zamieniają się w jedno wielkie nabożeństwo. Można tu przenocować pod klasztornym dachem — mnisi przyjmują pielgrzymów.
5. Świętych Cyryla i Metodego — Sozopol (~70 km)
Sozopol to drugie po Nesebarze zabytkowe miasto na bułgarskim wybrzeżu. I kryje coś czego, nie ma nigdzie indziej w regionie.
W lipcu 2010 roku podczas wykopalisk na wysepce Świętego Jana niedaleko Sozopola archeolodzy znaleźli alabastrowy relikwiarz z V wieku z greckim napisem — według którego niejaki Tomasz przyniósł relikwie na wyspę 24 czerwca, w dniu narodzin Jana Chrzciciela. Wewnątrz: fragmenty ręki, kości twarzy i ząb. Oksfordzkie laboratorium potwierdziło wiek kości i ich zgodność z regionem, gdzie żył Jan Chrzciciel.
W 2011 roku relikwie uroczyście przeniesiono do cerkwi Świętych Cyryla i Metodego w starej części Sozopola — i tam są do dziś. Wystawiane na widok wiernych w każdą niedzielę.
Oryginalny alabastrowy relikwiarz — pojemnik w którym je znaleziono — można zobaczyć w Muzeum Archeologicznym w Sozopolu.
Cerkiew Świętego Jerzego — gdzie relikwie przebywały tymczasowo w 2010 roku — przechowuje dziś inne relikwie pierwszego rzędu: cząstkę Krzyża Świętego i szczątki Świętego Andrzeja Apostoła. Obie świątynie są w starej części miasta, kilkaset metrów od siebie.
Islam, katolicyzm i inni. Bułgaria jest bardziej różnorodna niż myślisz
Polak – turysta niekoniecznie wie o tym, jakim (pod względem wyznania) tyglem jest Bułgaria. To wiedza, którą warto mieć, aby lepiej zrozumieć ten kraj.
Islam — prawie 11% i historia której nie uczą w szkołach
Prawie co dziesiąty obywatel Bułgarii jest muzułmaninem. Dla kogoś kto zna Bułgarię wyłącznie z wakacji na wybrzeżu — to liczba zaskakująca. Na Słonecznym Brzegu czy w Burgasie muzułmańskiej obecności prawie się nie widzi, bo nie tu ona mieszka.
Bułgarscy muzułmanie to trzy odrębne grupy. Turcy etniczni — największa, blisko 508 tysięcy osób, skupiona głównie na północnym wschodzie i wzdłuż granicy z Turcją. Romowie muzułmanie — druga. I trzecia, najbardziej fascynująca historycznie: Pomacy. W sumie prawie 640 tysięcy osób.
Pomacy to Bułgarzy mówiący po bułgarsku, wyznający islam. Ich przodkowie przyjęli wiarę muzułmańską podczas tureckiej okupacji — jedni z własnej woli, inni pod przymusem. Żyją głównie w Rodopach i Dobrudży. Mówią po bułgarsku, mają bułgarskie korzenie — i modlą się do Allaha. Dla polskiego turysty, to pojęcie zupełnie nieznane, chociaż przypomina w wielu szczegółach polskich tatarów.
Bułgarska historia islamu ma też bolesny rozdział z nieodległej przeszłości. W latach 1984–1989 komunistyczny rząd przeprowadził masową kampanię przymusowej asymilacji muzułmanów — tzw. Proces Odrodzenia. Etniczni Turcy i Pomacy musieli zmienić arabsko-tureckie imiona na bułgarskie. Zakazano języka tureckiego w miejscach publicznych. Zamknięto meczety. W 1989 roku kilkaset tysięcy Turków zostało zmuszonych do emigracji do Turcji. Ten epizod do dziś kładzie się cieniem na relacjach bułgarsko-tureckich.
Katolicyzm — 0,6% i polscy kapucyni
Katolicy stanowią niewielką społeczność — około 38 tysięcy osób, 0,6% populacji. Historycznie skupieni głównie w okolicach Płowdiwu, gdzie od stuleci istnieje lokalna tradycja katolicka niezwiązana z turystami ani emigrantami.
Dla polskiego turysty na wybrzeżu katolicyzm w Bułgarii ma jednak bardzo konkretną twarz — br. Marcin Grec OFMCap, polski kapucyn obsługujący msze po polsku w Centrum Kultury Artium w Nesebarze, oraz parafia kapucynów w Burgasie obsługująca całe południowe wybrzeże aż po Primorsko i Warnę. O tym pisałem na wstępie.
Protestanci — rosnąca mniejszość
Protestanci to 1,1% populacji— nieco ponad 69 tysięcy osób. Liczba ta systematycznie rośnie od lat dziewięćdziesiątych, głównie za sprawą aktywnej działalności misyjnej różnych denominacji po upadku komunizmu.
Co z tego wynika dla turysty
Na Słonecznym Brzegu i w okolicznych kurortach religijną różnorodność Bułgarii prawie się nie widzi. To kraj prawosławny i tu, na wybrzeżu, wygląda dokładnie tak jak powinien. Meczety, katolickie kościoły, zbory protestanckie — to wszystko istnieje, ale gdzie indziej.
Prawosławna cerkiew z kopułami i kadzidłem — to jest tutaj. I właśnie dlatego warto wiedzieć jak do niej wejść.
źr. spis powszechny 2021 (spis NSI – Национален статистически институт)