all inclusive hotel | Słoneczny Brzeg

All inclusive w Bułgarii oczami Polaków. Opowieść rezydenta

Któż o bułgarskim all inclusive opowie lepiej niż rezydent, który z niejednego pieca (czy raczej hotelu) jadł? Oddajemy zatem głos ekspertowi od all inclusive w Bułgarii.

Mam na imię Michał (oczywiście imię zmienione, dla zachowania anonimowości) i od kilku sezonów mam przyjemność (i czasem lekki ból głowy, nie ukrywajmy????) być Waszym rezydentem tutaj, nad Morzem Czarnym. O all inclusive słyszałem już chyba wszystko. Od peanów na cześć bułgarskiej gościnności i smaku szopskiej sałaty, po gorzkie żale na „oszukane all inclusive” i konieczność „walki o leżaki” o świcie.

Bułgaria, a zwłaszcza jej słynne wybrzeże ze Słonecznym Brzegiem i Złotymi Piaskami na czele, to dla Polaków kierunek-legenda. Pamięta czasy naszych rodziców i dziadków, a dziś kusi nowymi hotelami, pięknymi plażami i… no właśnie, wszechobecną formułą All Inclusive.

Bułgarskie all inclusive

Ale czy to bułgarskie „wszystko w cenie” naprawdę spełnia polskie oczekiwania? Co Polacy szepczą po kątach (a czasem mówią całkiem głośno na spotkaniach informacyjnych), wracając z hotelowej restauracji czy baru? I co, równie ciekawe, myślą o nas, Polakach, ci, którzy to całe wakacyjne zaplecze dla nas tworzą – bułgarscy hotelarze, kelnerzy, animatorzy?

Postanowiłem przygotować dla Was kompleksową opowieść o bułgarskim all inclusive. Bazując na opiniach i opowieściach moich klientów. Jednocześnie, korzystając z moich lokalnych kontaktów, uciąłem kilka rozmów z pracownikami hoteli bułgarskich, próbując wyłowić nieoficjalne opinie o nas, Polakach.

Oto moja opowieść o bułgarskim all inclusive, podlana Waszymi historiami i okraszona bułgarskim spojrzeniem.

Co Polak myśli, gdy słyszy „Bułgaria w opcji all inclusive”? Karuzela oczekiwań kontra rzeczywistość

Na hasło „Bułgaria all inclusive” w polskiej głowie pojawia się zazwyczaj kilka kluczowych skojarzeń: TANIO, BLISKO, DOBRE DLA DZIECI. I to prawda, Bułgaria często wygrywa ceną z Turcją czy Egiptem. To właśnie cena, w połączeniu z wygodą formuły „wszystko w cenie” (zwłaszcza dla rodzin), jest głównym magnesem.

Płacisz raz i (przynajmniej w teorii) masz spokój – jedzenie, napoje, czasem jakieś atrakcje, wszystko na miejscu. Ale słowo-klucz to właśnie „tanio”. Ono często ustawia poprzeczkę oczekiwań. Jedni Polacy stają się wyrozumiali („za te pieniądze nie ma co narzekać”), inni zaś – porównując do często bardziej „wypasionych” (i droższych) ofert AI z Turcji czy Egiptu – czują się rozczarowani, gdy taniość oznacza kompromis w jakości. I tu zaczyna się cała saga opinii, lamentów i zachwytów.

Rodzina przy stole jedząca frytki

Bitwa o talerz: polskie podniebienie kontra bułgarski bufet

Jedzenie to temat numer jeden, generujący najwięcej emocji. Karuzela opinii kręci się tu w zawrotnym tempie, a fronty „wojny bufetowej” są wyraźnie zarysowane.

„Panie Michale, trzeci dzień i znowu te same kiuftety! Czy oni tu innych przypraw nie znają?” – słyszę to co sezon. Monotonia to wróg publiczny numer jeden bułgarskiego AI, szczególnie w hotelach średniej klasy (3-4 gwiazdki). Pani Ania z dwójką dzieci w popularnym hotelu Tiara Beach żaliła mi się kiedyś, że jej synek po tygodniu na widok zapiekanki makaronowej dostawał niemal wysypki.

Skargi na powtarzalność potraw to stały element opinii o wielu hotelach, nawet tych lubianych jak np. Kotva, słynąca ze świetnego aquaparku. A propos dzieci – narzekania na mały wybór dań typowo „pod malucha” (poza wszechobecnymi frytkami, kurczakiem i spaghetti z sosem pomidorowym) też się zdarzają.

Co jeszcze irytuje? Zimne potrawy, niedoprawione mięsa (słynny brak soli i pieprzu na stołach, o który trzeba prosić), mała ilość owoców morza

Myślałem, że nad morzem to będą małże i krewetki, a tu ciągle tylko ta smażona ryba

To refren z opinii o hotelach takich jak np. Trakia Plaza czy kontrowersyjny gigant Chaika Beach Resort.

Do tego dochodzą rozwodnione soki czy napoje z dystrybutora smakujące „proszkiem”. A słynna historia o „recyklingu” jedzenia? Owszem, nie są to tylko legendy. Niejednokrotnie słyszałem od turystów sugestie, że warzywa z kolacji cudownie odnajdują się rano w jajecznicy, a resztki mięs lądują w sałatkach lub zapiekankach. Nie wspomnę o jajecznicy z proszku czy margarynie zamiast masła – o czym doskonale wiedzą wczasowicze z Ivana Palace sprzed jeszcze 3 sezonów.

Czasem słyszy się też porównania do stołówki z PRL-u

i nie zawsze jest to komplement. Pamiętam turystę w Złotych Piaskach, w sporym hotelu Astera Hotel & Spa, który zdegustowany stwierdził, że „ta ichnia zupa tarator to smakuje jak mizeria, co ją teściowa zapomniała odcedzić i czosnku dodała!”. Cóż, gusta są różne…

Tanio, swojsko i smacznie!

Ale żeby oddać sprawiedliwość – ogromna rzesza Polaków jest z bułgarskiego jedzenia zadowolona, a czasem nawet zachwycona! „Panie Michale, ta banica [placek z serem] na śniadanie to mistrzostwo świata!” – niemal krzyczała z radości para seniorów w hotelu Laguna Park w Słonecznym Brzegu, również znanym z aquaparku. Wielu turystów podkreśla, że

za tę cenę jest naprawdę dobrze

Chwalą lokalne specjały: grillowane kebapcze (wałeczki mięsne), kiuftety (kulki mięsne), świeże, pachnące słońcem warzywa (pomidory, ogórki – podstawa słynnej szopskiej sałaty!), pyszne sery (sirene – słony, biały ser), smaczne zupy (latem obowiązkowy tarator), niezłe ciasta i desery (choć czasem bardzo słodkie).

Codziennie była inna zupa, zawsze gorąca i smaczna

usłyszałem w opinii o hotelu HVD Clubhotel Miramar w Obzorze, który zbiera bardzo wysokie noty właśnie za jakość AI, pokazując, że da się zrobić to dobrze w Bułgarii. Ktoś inny dodaje: „Dzieci zajadały się naleśnikami i arbuzem na podwieczorek, a my próbowaliśmy lokalnych specjałów. Nikt głodny nie chodził!”. Pamiętam turystkę z kompleksu Sol Nessebar Mare, która z wypiekami na twarzy opowiadała, jak pierwszy raz spróbowała szkembe czorba (tradycyjne flaki na mleku na ostro) właśnie w hotelu i… o dziwo, bardzo jej smakowało!

Wielu Polaków docenia, że zawsze można znaleźć coś dla siebie, że jedzenie jest proste, ale świeże i sycące. Hotele o wyższym standardzie, jak wspomniany Miramar, często chwalony DIT Evrika Beach Club Hotel (z własną plażą) czy hotele z kompleksu Helena Resort w Słonecznym Brzegu, zazwyczaj oferują większą różnorodność i lepszą jakość.

Wieża z jedzenia – bo wczasy muszą się zwrócić

Kultura All Inclusive czasem wyzwala w ludziach niezwykłe instynkty. Pewnego razu obserwowałem w hotelu Kuban Resort & Aquapark (w samym sercu Słonecznego Brzegu, słynącym z aquaparku na dachu, ale też z wiecznego gwaru i tłumów) pana w średnim wieku, który z precyzją architekta budował na swoim talerzu imponującą wieżę. U podstawy solidna porcja frytek, na to piętrzyły się kotlety, kawałki kurczaka, plasterki wędlin, wszystko przełożone sałatkami i warzywami. Na szczycie tej konstrukcji spoczywała dumnie porcja lodów czekoladowych.

Zaintrygowany, zapytałem, czy to jakaś specjalna dieta mistrzów. Pan spojrzał na mnie z błyskiem w oku i odparł z dumą:

Panie, all inclusive, to trzeba korzystać, żeby się zwróciło! Bilans musi wyjść na plus!

Ta filozofia „zastaw się, a postaw się” przy bufecie, chęć „odjedzenia” zapłaconej ceny, jest niestety dość powszechnym zjawiskiem, które obserwuję nie tylko wśród rodaków… i często prowadzi do ogromnego marnowania jedzenia.

Jedzenie w ramach all inclusive w Bułgarii – podsumowanie

Bułgarskie AI to rzadko kulinarna uczta porównywalna z tureckimi czy egipskimi standardami premium. Monotonia i prosta kuchnia to częsty scenariusz w hotelach 3-4 gwiazdkowych. Jednak często można trafić na smaczne, świeże, lokalne dania. Kluczowe jest zarządzanie oczekiwaniami (cena!), czytanie aktualnych opinii o konkretnym hotelu i otwartość na próbowanie bułgarskich specjałów. Wybierając droższe, sprawdzone hotele (jak sieci DIT, HVD, Grifid czy wybrane 5-gwiazdkowce), można liczyć na znacznie lepsze doznania kulinarne.

O czym możesz przekonać się czytając nasze recenzje hoteli w Słonecznym Brzegu, w których dużą uwagę poświęcamy na zrecenzowanie kuchni w ramach all inclusive (dopisek redakcji serwisu)

Polskie pragnienie vs. bułgarskie procenty

Alkohole i napoje w ramach all inclusive w Bułgarii. Temat wzbudza niemal religijne spory, a poziom rozczarowania czasem sięga zenitu, zwłaszcza gdy porównuje się go do importowanych alkoholi serwowanych w Turcji.

Lament nad plastikiem i lokalnym standardem

„Panie, dali mi drinka w plastikowym kubku jak na festynie pod remizą!” – oburzał się pan Rysiek w eleganckim (przynajmniej z nazwy) hotelu Marvel w Słonecznym Brzegu. Plastikowe naczynia (zwłaszcza przy basenie, co jest zrozumiałe, ale wieczorem w lobby barze już mniej) to częsty powód polskich frustracji. Kolejna, jeszcze większa bolączka: jakość i dramatycznie ograniczony wybór alkoholi. Polacy przyzwyczajeni do szerokiej oferty znanych marek w tureckim AI są często w szoku, gdy w ramach bułgarskiego „wszystko w cenie” dostają tylko:

  • Lokalne piwo (często określane jako „słabe”, „cienkie” lub „rozwodnione” – „Siki Weroniki!” jak rzucił kiedyś oburzony turysta),
  • Lokalne wino (białe i czerwone, nalewane z kartonów lub dystrybutorów, o jakości porównywanej do najtańszych win „marketowych” w Polsce – „Ocet, nie wino!”, „Głowa boli po jednym kieliszku”),
  • Lokalną wódkę, gin, brandy (czyli zazwyczaj bułgarska rakija lub jej przemysłowe, mniej szlachetne odpowiedniki) oraz czasem jakiś lokalny rum czy whisky, których smak nie przypomina oryginałów.

Niestety, przy całej sympatii do Bułgarii nie obronię tego. Jakość lokalnych trunków bierze się po prostu z oszczędności hoteli, które kupują najtańsze alkohole do masowego serwowania turystom.

A drinki?

Słodkie syropy z najtańszej półki i odrobina tajemniczego alkoholu, co wykręca twarz

to kwintesencja wielu opisów koktajli serwowanych w ramach podstawowego AI. Do tego dochodzą czasem limity (np. jeden drink na osobę przy jednym podejściu do baru), długie kolejki wieczorami (zwłaszcza w dużych hotelach jak Imperial Palace) i wspomniana już kiepska jakość kawy z automatu („lura”, „niesmaczna”).

Zimne piwko przy basenie wchodziło idealnie, co więcej trzeba

Niektórzy odkrywają uroki lokalnych trunków – zimna menta (likier miętowy) z lodem i spritem w upalny dzień? Czemu nie spróbować! A słynna rakija? Cóż, to element bułgarskiego folkloru. „Spróbowałem tej ichniej śliwowicy w ramach 'poznawania kultury’, myślałem, że mi gardło wypali, ale przynajmniej wiem, co to jest!” – śmiał się jeden z moich turystów. Kolejny zakochał się w „obłoczku” (100 ml menty i 100 ml mastiki – anyżówki).

3 mężczyzn w basenie pije piwo w ramach all inclusive

Inny opowiadał, jak po kilku dniach obserwacji „rozgryzł system” i zamawiał konkretne proste drinki (np. gin z tonikiem – o ile tonik był z butelki, a nie z syropu), które barman robił najlepiej z dostępnych składników. Warto też pamiętać, że często istnieje opcja płatna – za kilka euro można dostać oryginalny alkohol znanej marki, co dla wielu jest akceptowalnym kompromisem, pozwalającym cieszyć się podstawowym AI na co dzień, a wieczorem wypić „coś lepszego”.

No i oczywiście są hotele o wyższym standardzie (zwykle 5-gwiazdkowe lub typu Ultra All Inclusive jak np. w sieciach Grifid w Złotych Piaskach – np. Metropol czy Bolero, lub w lepszych obiektach w Słonecznym Brzegu jak Helena Resort czy Barcelo Royal Beach), gdzie wybór importowanych alkoholi bywa zawarty już w cenie.

Rozcieńczasz, cwany Bułgarze? No to Cię sprawdzę!

W jednym z popularnych hoteli w Słonecznym Brzegu (niech jego nazwa pozostanie tajemnicą barmana) krążą legendy o Polaku, który z niezwykłą determinacją próbował udowodnić bułgarskiemu barmanowi, że ten perfidnie rozwodnił wódkę serwowaną w ramach all inclusive. Argumenty słowne nie skutkowały, więc turysta – ku zdumieniu wszystkich – wyciągnął z kieszeni… podręczny alkoholomierz????.

Próbował dokonać pomiaru bezpośrednio z nalewaka, co oczywiście było karkołomne. Barman, poczciwy Stojan, który ledwo składał zdania po angielsku, patrzył na całą scenę z mieszaniną zdumienia i rozbawienia, powtarzając tylko: „Njamam problem, eto, sipwam pak!” (Nie ma problemu, proszę, nalewam jeszcze!). Skończyło się na tym, że po kilku nieudanych próbach pomiaru obaj panowie, wraz z obserwującą publicznością, wybuchnęli śmiechem, a sprawa „rozwodnionej wódki” pozostała nierozstrzygnięta. Morał? Czasem lepiej odpuścić i zamówić piwo.

Alkohole w ramach bułgarskiego all inclusive? Przygotujcie się na lokalny standard

Miłośnicy markowych alkoholi, dobrych win i wyszukanych drinków będą prawdopodobnie zawiedzeni podstawową ofertą bułgarskiego AI. Piwo i wino są zazwyczaj dostępne, ale ich jakość może być bardzo różna – od akceptowalnej po słabą. Kawa z automatu to często loteria. Jeśli jakość i wybór napojów są dla Was kluczowe, musicie albo celować w hotele wyższej klasy (i droższe), albo pogodzić się z dodatkowymi wydatkami na płatne alkohole lub zakupy w Janet Grand Market („zaopatrzenie strategiczne” jak mawiają niektórzy).

Cztery ściany, basen i ręczniki

Poza fundamentalnymi kwestiami jedzenia i picia, uwagę turystów (i skargi, bo jakże inaczej) przyciąga szereg innych aspektów hotelowego życia. Czyli to, jak prezentuje się hotelowy pokój, czystość w obiekcie i oczywiście basen. Ale także obsługa hotelu i zapewnienie przez hotel atrakcji dla dzieci.

Hotelowy Mikrokosmos, czyli pokój w ramach all inclusive w Bułgarii

Tu opinie są zwykle bardziej stonowane i przewidywalne. Pokoje w standardzie 3-4 gwiazdek są zazwyczaj opisywane jako „podstawowe, ale czyste”, „wystarczające do przespania się”, „bez luksusów, ale funkcjonalne”. Wielu Polaków docenia regularne sprzątanie i wymianę ręczników. Oczywiście zdarzają się skargi na stare meble, niedziałającą klimatyzację (koszmar w lipcu!), małą łazienkę „gdzie kolana obijają się o prysznic” czy insekty w pokoju, ale rzadko są to skargi dyskwalifikujące cały pobyt (chyba że trafimy na naprawdę zaniedbany obiekt).

W hotelach o wyższym standardzie, np. 5-gwiazdkowym Melia Sunny Beach czy wspomnianym Helena Resort, standard pokoi jest oczywiście odpowiednio wyższy. Jednak prawdziwe centrum hotelowego życia to basen. Jego wielkość, czystość wody, dostępność leżaków – to jest na wagę złota (i spokoju rodziców). I tu dochodzimy do osławionej „bitwy o leżaki”.

Słynne rezerwowanie miejsc ręcznikami bladym świtem (czasem już o 5:30!) to niestety smutna norma w wielu popularnych hotelach. Słyszałem kiedyś przezabawną relację polskiego turysty, który w hotelu MPM Kalina Garden toczył niemal wojnę podjazdową z grupą niemieckich emerytów o strategicznie położone leżaki przy brodziku, używając do tego celu dmuchanego krokodyla jako znacznika terenu????.

Dmuchany krokodyl na leżakach nad basenem

Polacy na to narzekają, ale – co tu kryć – często sami w tym procederze uczestniczą, bo „inaczej się nie da”. A plaża? Jeśli hotel ma wydzieloną strefę z darmowymi leżakami i parasolami (jak np. wspomniany DIT Evrika), to ogromny atut i oszczędność. W innych przypadkach ceny za wynajem leżaków na publicznych plażach (np. 10 lewów za leżak i tyle samo za parasol dziennie) potrafią skutecznie zniechęcić do dłuższego plażowania.

Obsługa w bułgarskich hotelach

Obsługa w bułgarskich hotelach to prawdziwa sinusoida emocji i doświadczeń. Spotykam turystów, którzy zachwycają się przesympatycznymi, uśmiechniętymi animatorami (często chwaleni np. w hotelach Sol Nessebar Palace/Mare czy sieci DIT), którzy świetnie bawią dzieci i dorosłych, a nawet próbują mówić po polsku.

Ale równie często słyszę narzekania na powolnych, sprawiających wrażenie obrażonych kelnerów, recepcjonistki niemówiące w żadnym znanym języku (poza bułgarskim), czy personel sprzątający, który „zapomina” wymienić ręczniki. Pamiętam panią Basię, która przez pół dnia próbowała wytłumaczyć pokojówce w dość eleganckim hotelu Imperial Palace , że potrzebuje dodatkowy ręcznik, ale po angielsku nic, po niemiecku nic, po rosyjsku… też nic. Skończyło się na języku migowym i rysunkach. Z drugiej strony, pamiętam pana Marka, który od pierwszego dnia zostawiał drobny napiwek (1-2 lewy) kelnerowi w restauracji, a potem przez resztę pobytu miał zawsze przygotowany stolik w najlepszym miejscu, napoje podane do stołu i obsługę „na skinienie”. Magia bakszyszu czasem działa cuda, choć oczywiście nie jest obowiązkowa i nie powinna być warunkiem dobrej obsługi.

Dziecięcy raj – bułgarski atut

Jeśli jest coś, za co bułgarskie all Iinclusive jest niemal powszechnie chwalone przez polskich rodziców, to oferta dla dzieci. Wiele hoteli (nawet tych ze średniej półki) inwestuje w infrastrukturę i programy dla najmłodszych: mini kluby z opieką, place zabaw, brodziki, a przede wszystkim – aquaparki lub przynajmniej kilka zjeżdżalni wodnych. Hotele takie jak Kotva, Laguna Park czy wspomniany Kuban przyciągają rodziny właśnie swoimi wodnymi atrakcjami. Do tego dochodzą wieczorne mini disco, które dzieciaki uwielbiają. Widok szczęśliwych, wybawionych dzieci często rekompensuje rodzicom wszelkie niedostatki bufetu czy jakość hotelowej rakii. Animatorzy, często młodzi ludzie z całej Europy (w tym z Polski), potrafią stworzyć świetną atmosferę.

Nieporozumienia kulturowe

Zdarzyło mi się kiedyś pełnić rolę tłumacza-mediatora między polską rodziną a kelnerką w hotelowej restauracji a’la carte (dodatkowo płatnej, ale w ramach kompleksu hotelowego). Rodzina zamówiła pizzę hawajską, licząc na klasyczne połączenie szynki i ananasa. Pizza przyjechała… bez ananasa. Wywiązała się dyskusja. Kelnerka, młoda Bułgarka, z rozbrajającą szczerością i lekkim zdziwieniem tłumaczyła, że „ananasa się nie dodaje, bo w Bułgarii nikt nie lubi owoców na pizzy”. Na nic zdały się tłumaczenia, że na całym świecie hawajska = ananas. Tu rządziło lokalne prawo smaku! Skończyło się na zamówieniu innej pizzy i kolejnej anegdocie do opowiadania po powrocie.

Hotele bułgarskie w ramach all inclusive – podsumowanie

Infrastruktura hoteli (pokoje, baseny) jest zazwyczaj na poziomie adekwatnym do ceny – nie należy spodziewać się luksusów z Dubaju, ale czystość i funkcjonalność są przeważnie zapewnione. Największym koszmarem wakacyjnego poranka bywa „walka o leżaki”. Obsługa jest loterią – od wspaniałych, uśmiechniętych ludzi po obojętnych lub zmęczonych pracowników. Atrakcje dla dzieci to często najmocniejszy punkt bułgarskiego AI.

Bułgarskie Zwierciadło: jak Polak wygląda zza kontuaru baru?

A teraz, moi drodzy, uchylmy rąbka tajemnicy i zajrzyjmy za kulisy. Co o nas, Polakach, mówi się w kantynach pracowniczych, przy porannej kawie przed zmianą albo wieczorem, po zamknięciu baru? Informacje te zbieram latami, są nieoficjalne, czasem podsłuchane, czasem powiedziane wprost przez zaprzyjaźniony personel. Dają ciekawy obraz naszego wakacyjnego profilu.

Wymagający, ale (zwykle) do dogadania

To chyba najczęstsza charakterystyka. Bułgarzy pracujący w turystyce często postrzegają Polaków jako klientów, którzy wiedzą, czego chcą, mają swoje oczekiwania (często porównują z innymi krajami) i nie boją się zgłaszać uwag, jeśli coś im nie odpowiada. Czasem, zwłaszcza przy skargach dotyczących drobiazgów lub kwestii niezależnych od hotelu (jak meduzy w morzu), bywa to odbierane jako „roszczeniowość” lub „czepialstwo”. Fraza „плащат малко, а искат много” (płacą mało, a chcą dużo) czasem pojawia się w nieformalnych rozmowach jako komentarz do oczekiwań niektórych grup turystów, w tym czasem i Polaków.

Jednocześnie wielu Bułgarów podkreśla, że z Polakami na ogół da się dogadać, że jeśli się im coś spokojnie wytłumaczy, to zrozumieją. Postrzegają nas jako naród generalnie sympatyczny, rodzinny, komunikatywny. Znajomy barman w jednym z hoteli w Złotych Piaskach powiedział mi kiedyś tak: „Polacy potrafią być marudni na początku, dużo pytają, sprawdzają, czy ich nie oszukujemy. Ale jak im pokażesz trochę serca, zagadasz, uśmiechniesz się, to są potem bardzo mili, pożartują, czasem nawet napiwek zostawią. Nie to co niektórzy…” (tu dyplomatycznie zamilkł, ale wiedziałem, o jaką nację mu chodzi).

Bufetowy syndrom, alkoholowe mity i… skarpetki do sandałów

Tak, Bułgarzy zauważają nasze zachowania przy bufecie – wspomniane nakładanie ogromnych porcji jedzenia („góry jak na szczyt Musala!”), które potem lądują w koszu, albo próby wynoszenia jedzenia z restauracji „na później” czy „na plażę” w torebkach czy pudełkach (co jest zwykle niezgodne z regulaminem):

Tablica w hotelu informująca o zakazie wynoszenia jedzenia w ramach all inclusive

Widzą też nasze upodobanie do korzystania z barów All Inclusive. Ale co ciekawe, wcale nie postrzegają nas jako najbardziej problematycznej nacji pod względem alkoholu.

Owszem, zdarzają się głośne grupy, zwłaszcza młodych mężczyzn, ale stereotyp „Polaka-pijaka” zdaje się tu blednąć w porównaniu z wybrykami przypisywanymi czasem innym nacjom (np. Brytyjczykom, Rosjanom czy Skandynawom – choć to oczywiście też generalizacje). Bardziej niż samo picie, Bułgarów irytuje czasem wymuszanie na barmanach dolewek („Jeszcze, jeszcze!”), głośne zachowanie w nocy przy basenie czy próby „kombinowania” i omijania regulaminu (np. wynoszenie drinków poza wyznaczoną strefę).

Słyszałem zabawną anegdotę od znajomej kelnerki z okolic Warny o polskiej grupie przyjaciół, którzy codziennie wieczorem metodycznie „opróżniali” zapasy białego wina z dystrybutora, przynosząc własne butelki do napełniania. Ale robili to z takim urokiem i zawsze z uśmiechem, że personel przymykał na to oko. A słynne polskie skarpetki do sandałów? Tak, to też jest zauważane i czasem z lekkim rozbawieniem komentowane jako nasz „znak rozpoznawczy”.

Językowe potyczki, słowiańska dusza i napiwki

Bariera językowa bywa problemem, ale Bułgarzy generalnie doceniają każdą próbę komunikacji ze strony Polaków. Młodsi z Was mówią po angielsku, starsi czasem ratują się rosyjskim (co jest rozumiane, ale czasem budzi mieszane uczucia u Bułgarów pamiętających „dawne czasy”; lepiej używać go jako ostateczność). Wielu Bułgarów podkreśla, że Polacy chętnie uczą się kilku podstawowych bułgarskich słów (dobyr den, blagodaria, nazdrawie) i to jest bardzo miłe.

Nasza słowiańska bliskość językowo-kulturowa bywa pomocna, ale czasem prowadzi do zabawnych lub krępujących nieporozumień (tzw. „fałszywi przyjaciele” – słowa brzmiące podobnie, ale znaczące co innego). Recepcjonistka z jednego z kurortów opowiadała mi kiedyś historię, która doskonale to ilustruje: polski turysta z bardzo poważną miną przyszedł na recepcję i kilkukrotnie powtórzył, że chce „szukać” (po polsku) informacji o wycieczkach. Recepcjonistka robiła coraz większe oczy i była wyraźnie skonsternowana. Dlaczego? Otóż polskie „szukam” brzmi niemal identycznie jak bułgarski czasownik „чукам”. Podstawowe znaczenie „чукам” to „pukać” lub „stukać”, ale w powszechnym użyciu jest to bardzo popularny wulgaryzm oznaczający „uprawiać seks”. Wyobraźcie sobie więc minę bułgarskiej recepcjonistki, słyszącej turystę, który w jej odczuciu domaga się stosunku. Dopiero po chwili, gdy turysta zaczął gestykulować i pokazywać mapę, udało się wyjaśnić nieporozumienie.

A napiwki? Tu opinia jest dość spójna: Polacy nie są postrzegani jako naród szczególnie hojny, ale też nie jako skrajnie skąpy. Raczej jako „świadomi cenowo” i „kalkulujący”. Napiwki dają, ale zwykle niewielkie i nie zawsze. Kultura dawania napiwków w Bułgarii nie jest tak silnie zakorzeniona i oczekiwana jak np. w Egipcie, więc brak napiwku nie jest traktowany jako obraza, choć oczywiście każdy dodatkowy lew jest mile widziany przez ciężko pracujący personel.

All inclusive z perspektywy bułgarskiego pracownika

Oceniając all inclusive w Bułgarii, musimy pamiętać o perspektywie samych Bułgarów pracujących w sezonie turystycznym. Dla wielu z nich jest to jedyna szansa na zarobek w roku. Praca jest niezwykle ciężka, często po 10-12 godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, w upale i ciągłym kontakcie z tysiącami ludzi o różnych oczekiwaniach.

Płace, choć w kurortach wyższe niż w głębi kraju, wciąż są niskie w porównaniu do płac w ujęciu europejskim. W ostatnich latach coraz większym problemem jest brak rąk do pracy, co oznacza, że ci, którzy pracują, są jeszcze bardziej obciążeni i przemęczeni. Dlatego czasem ten brak uśmiechu czy wolniejsza obsługa, na którą narzekamy, nie wynika ze złej woli, ale po prostu z ludzkiego zmęczenia i systemowych problemów bułgarskiej branży turystycznej. Zrozumienie tego kontekstu pomaga spojrzeć na pewne sytuacje z większą wyrozumiałością.

Polacy to dla bułgarskiej turystyki kluczowy i liczny segment rynku. Jesteśmy postrzegani jako generalnie sympatyczni, rodzinni, ale i dość wymagający w stosunku do ceny, zwłaszcza w kontekście all inclusive. Mamy swoje zwyczaje i przyzwyczajenia (niektóre zabawne, inne czasem irytujące dla obsługi), ale rzadko sprawiamy poważne problemy. Kluczem do dobrych relacji jest wzajemny szacunek, cierpliwość i próba zrozumienia – zarówno naszych oczekiwań, jak i ich możliwości i realiów pracy.

Recepta na udane bułgarskie all inclusive

Po kilku latach wysłuchiwania obu stron „konfliktu” o bufet i leżaki, mam dla Was kilka sprawdzonych rad, swoistą „instrukcję obsługi” bułgarskiego all inclusive, która pomoże Wam uniknąć rozczarowań i cieszyć się słońcem:

Oczekuj DOKŁADNIE Tego, Za Co Płacisz (i ani grama więcej!): To fundamentalna zasada. Najtańsze all anclusive w 3-gwiazdkowym molochu typu Chaika Beach czy starszych częściach Kubania? Przygotuj się na tłumy, gwar, kolejki i bardzo podstawowe jedzenie oraz lokalne napoje. Wybierasz sprawdzone 4 gwiazdki z dobrymi opiniami (np. Tiara Beach, Laguna Park, MPM Kalina Garden)? Będzie lepiej, zwłaszcza dla dzieci, ale nie oczekuj fajerwerków kulinarnych czy markowych alkoholi.

Celujesz w renomowane 5 gwiazdek (np. Melia Sunny Beach, Barcelo Royal Beach, Helena Resort czy Secrets Sunny Beach Resort & Spa) lub hotele Ultra All Inclusive (jak te z sieci Grifid w Złotych Piaskach – np. Metropol czy Bolero, lub HVD Club Hotel Miramar w Obzorze)? Dopiero wtedy możesz liczyć na namiastkę „tureckiego” standardu, lepsze jedzenie, większy wybór napojów (czasem importowanych), ale cena będzie odpowiednio wyższa. Dopasuj wybór do swojego REALNEGO budżetu i PRIORYTETÓW!

Zostań Sherlockiem Holmesem opinii (ale tych ŚWIEŻYCH!)

Nie wierz ślepo w piękne zdjęcia w katalogu ani w opinie sprzed trzech lat. Standard hoteli może się zmieniać diametralnie z sezonu na sezon (zmiana właściciela, managera, szefa kuchni). Czytaj opinie z ostatniego roku, maksymalnie dwóch lat, najlepiej na kilku różnych portalach (Wakacje.pl, Tripadvisor, Google Maps, Booking.com).

Szukaj opinii Polaków, ale też Brytyjczyków czy Niemców – oni często mają podobne oczekiwania. Pytaj na grupach na Facebooku (zawsze podając KONKRETNĄ NAZWĘ hotelu i termin pobytu!), proś o zdjęcia. Zwracaj uwagę na powtarzające się zarzuty lub pochwały dotyczące JEDZENIA (monotonia, jakość), CZYSTOŚCI (pokoje, basen) i OBSŁUGI (język, uprzejmość). To są kluczowe punkty.

Potraktuj all inclusive w Bułgarii jako opcję wyżywienia, a nie złotą klatkę

Powtórzę to do znudzenia: nie zamykajcie się w hotelu na tydzień czy dwa! Bułgarskie all inclusive daje świetną, wygodną bazę – nie martwisz się o podstawowe posiłki i napoje. Ale największym błędem jest traktowanie go jak celu samego w sobie. Wyjdźcie poza mury hotelu! Zgubcie się w uliczkach starożytnego Nessebaru, zjedzcie kolację w tradycyjnej mechanie przy dźwiękach bułgarskiej muzyki, spróbujcie świeżych ryb w knajpce nad morzem w Sozopolu, wypijcie prawdziwą kawę parzoną na piasku w lokalnej kawiarence, kupcie różane kosmetyki i lukum (galaretkę) na targu. Odkrywajcie Bułgarię! Prawdziwe smaki, zapachy i ludzie czekają tuż za rogiem.

Magiczne zaklęcia: „Dobyr Den” i „Blagodaria”

Pamiętajcie, że jesteście gośćmi. Prosty uśmiech i kilka podstawowych słów po bułgarsku potrafią zdziałać cuda i otworzyć wiele serc (a czasem i lepszą obsługę). Zamiast od razu podnosić głos czy pisać skargę na pół strony, spróbujcie najpierw spokojnie porozmawiać, poprosić, wyjaśnić problem. Często okazuje się, że da się go rozwiązać. Szanujcie ciężką pracę personelu, nawet jeśli jesteście zmęczeni upałem czy hałasem. Kultura osobista to Wasza najlepsza wizytówka.

Im więcej wiedzy, tym mniej rozczarowań

Wybierasz się do konkretnego hotelu? Poświęć chwilę na „research wywiadowczy” w opiniach. Dowiedz się: Gdzie są „strategiczne” leżaki i o której trzeba je zająć? W których godzinach są najmniejsze kolejki do restauracji i baru? Które drinki barman robi najlepiej z dostępnych składników? Jakie lokalne specjały warto spróbować na stołówce? A czego lepiej nie dotykać. Czy jest sklep w pobliżu? Gdzie wymienić pieniądze? Czy warto dopłacić za pokój z widokiem na morze? Taka wiedza to potęga – oszczędzi Wam stresu i pozwoli lepiej wykorzystać czas i możliwości hotelu.

Bułgarskie All Inclusive to z pewnością nie jest rozwiązanie idealne dla każdego. To specyficzna oferta, pełna kompromisów, ale też dająca możliwość spędzenia niedrogich, słonecznych i często bardzo udanych wakacji, zwłaszcza dla rodzin z dziećmi. To kraj piękny, gościnny, bezpieczny i wciąż mający wiele do zaoferowania poza hotelowym basenem. Kluczem jest świadomy wybór, realistyczne oczekiwania i otwartość na nowe doświadczenia.

Pamiętajcie, że jako Wasi rezydenci jesteśmy tu na miejscu, gotowi pomóc w trudnych sytuacjach i podpowiedzieć, jak najlepiej wykorzystać Wasz cenny urlopowy czas. Nie wahajcie się pytać!

Do zobaczenia w słonecznej Bułgarii! Widzimy się!

Podobne wpisy

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze