Pomorie — miasto zbudowane na soli, błocie i zagadkach
Osiemnaście kilometrów od Słonecznego Brzegu leży miasto, które przez stulecia było ważniejsze od Burgas, bogatsze od Nesebyru i bardziej strategiczne niż cokolwiek w okolicy. Dziś większość z Was mija je z nosem w telefonie, jadąc autobusem nr 10 na lotnisko w Burgas, nie zdając sobie sprawy, że za brudną szybą właśnie mignęło Wam miasto, które kiedyś dyktowało warunki całemu regionowi, podczas gdy Burgas był zaledwie wioską rybacką.
Pomorie — dawne Anchialo — to jedno z najstarszych miast bułgarskiego wybrzeża. I jedno z najbardziej niedocenionych.
Miasto, które zbudowała sól
Nazwa mówi wszystko. Anchialo — po grecku anchi to „blisko”, als to „sól”. Miasto nazwano od soli jeszcze zanim ktokolwiek zdążył je opisać. Grecy założyli tu kolonię pod koniec V wieku p.n.e., ale handlować solą zaczęto tu prawdopodobnie wcześniej — i to właśnie sól przyciągnęła kolonistów, a nie odwrotnie.
Przez wieki Anchialo biło rekordy. W czasach rzymskich było największym miastem Tracji pod względem powierzchni — ponad 120 hektarów murów, cztery bramy, własna mennica. Owidiusz pisał o jego murach obronnych i porcie, co miał w zwyczaju robić rzadko. Przez całe średniowiecze Bułgarzy i Bizancjum toczyli o nie regularną wojnę — bo kto trzymał Anchialo, trzymał sól dla całego regionu.
Kulminacja przyszła pod panowaniem osmańskim. W XV–XIX wieku Anchialo było jednym z dwóch największych ośrodków wydobycia soli w całym Imperium Osmańskim. Drugim był Saloniki.
Ale miasto miało też coś, czego nie miał żaden sąsiad — gorące źródła lecznicze. I właśnie one uratowały Anchialo w 584 roku, gdy na horyzoncie pojawił się chan Bajan z całą armią awarską.
Awarowie nie byli gośćmi, których się zaprasza. Zburzyli mury, splądrowali co się dało, spalili resztę — standardowy program. Ale kiedy dotarli do tamtejszych łaźni termalnych, coś się zmieniło. Żony chana z haremu weszły do wody. I już nie chciały wychodzić. A chan Bajan, pogromca miast i strach całego Bizancjum, stanął przed haremem z prośbą o zburzenie łaźni — i usłyszał „nie”. Łaźnie ocalały. To prawdopodobnie pierwszy przypadek w historii, kiedy profesjonalne spa uratowało mury obronne przed całkowitą rozbiórką.
Kilka lat wcześniej podobną drogą trafiła tu cesarzowa Anastazja — żona cesarza Tyberiusza II — z jakimś poważnym schorzeniem i ambicją wyzdrowienia. Wyzdrowiała. W dowód wdzięczności zostawiła w miejscowym kościele swój purpurowy płaszcz cesarski. Purpura w Bizancjum to był kolor zarezerwowany wyłącznie dla rodziny cesarskiej — tkaniny w tym kolorze nie wolno było mieć nikomu innemu pod groźbą śmierci. Wyobraźcie sobie ten kontrast: najświętszy kolor imperium, za którego posiadanie groził stryczek, wisiał sobie w prowincjonalnym kościółku na bałkańskim 'końcu świata’, bo cesarzowa po prostu przestała narzekać na zdrowie dzięki miejscowej solance.
Anchialo było wtedy prowincjonalnym miastem na skraju imperium. Ale przyjeżdżali tu leczyć się możni z całego Bizancjum. Potem przyszedł 30 lipca 1906 roku. Miasto spłonęło doszczętnie — jeden z największych pożarów w historii bułgarskiego wybrzeża. Odbudowane, ale już nigdy nie tak ważne jak dawniej. W 1934 roku rząd przemianował je na Pomorie — od słowiańskiego „przy morzu”. Stara nazwa odeszła w cień.
Muzeum, w którym sól smakuje historią
Jeszcze do lat 30. XX wieku sól morska w Bułgarii była wydobywana w dokładnie jednym miejscu. Tu. W Pomorie.
Muzeum Soli otworzyli w 2002 roku — i jest jedynym takim miejscem w Bułgarii i całej Europie Wschodniej poświęconym produkcji soli metodą słonecznego odparowania wody morskiej. Brzmi jak suchy opis z folderu, więc zaraz wyjaśniam co to w praktyce oznacza.
Wchodzisz i widzisz otwarte baseny solankowe, w których woda morska powoli oddaje wodę słońcu i wiatrowi. Kiedy stężenie soli jest odpowiednie, wpuszczają ją do małych solni — płytkich basenów o powierzchni mniej więcej 80–100 metrów kwadratowych. Tu sól krystalizuje. Pracujący na miejscu solarze zbierają ją ręcznie, tak samo jak robiono to 2500 lat temu. Można z nimi porozmawiać. Można potrzymać w ręku solarkę tak starą jak metoda. Podczas gdy w Europie Zachodniej wszystko optymalizują algorytmy, tutaj solarze machają łopatami dokładnie tak, jak ich przodkowie 2500 lat temu. To nie jest skansen dla turystów – to żywa, ciężka harówa w słońcu, której efektem jest sól czystsza niż wszystko, co znajdziecie w plastikowym młynku w Lidlu.
W środku muzeum — zdjęcia z początku XX wieku, dokumenty z XV–XIX stulecia, stara wąskotorówka do transportu soli.
W środku Europy ta technologia kojarzy się z prehistorią. Tu nadal działa.
Jezioro i czarne złoto Pomorie
Jezioro Pomorie powstało po katastrofalnym trzęsieniu ziemi — w 740 roku ziemia się rozstąpiła i woda morska zalała zagłębienie, tworząc słoną lagunę oddzieloną od morza wąską piaszczystą mierzeją. Od tamtej pory na jej dnie powoli, milimetr rocznie, odkłada się czarne błoto. Tysiąc trzysta lat, milimetr na rok — łatwo policzyć ile tego teraz leży.
Bułgarzy nazywają je „czarnym złotem Pomorie”. I mają powody. Błoto jest czarne, tłuste i cuchnie — bo na dnie jeziora od wieków gniją glony, skorupiaki i mikroorganizmy, a siarka jest produktem ubocznym tego procesu. Jakby to opisać obrazowo – czarne złoto Pomorie pachnie… cóż, powiedzmy to wprost – pachnie jak zmasowany atak zepsutych jaj połączony z siarkowodorem. To 1300 lat gnicia mikroorganizmów, które Twoja skóra pokocha, o ile Twój nos nie ogłosi kapitulacji w pierwszej minucie kąpieli. Nieapetyczne? Tak. Ale po wyjściu z kąpieli zapach znika, a skóra jest inna. Miękka, wygładzona, rozgrzana. Bułgarscy lekarze stosują je od 1925 roku, kiedy w Pomorie otwarto pierwszą w kraju klinikę błotną.
Rytuał wygląda komicznie: armia czarnych, błyszczących postaci stoi na mierzei, czekając, aż słońce zmieni ich w skorupę. Jeśli jednak przetrwacie ten etap i zmyjecie to wszystko w morzu, zrozumiecie, dlaczego bułgarscy lekarze traktują to miejsce z większą powagą niż niejedną nowoczesną klinikę. Bułgarzy mówią, że żeby poczuć efekt, potrzeba 10–15 dni. Ale nawet jednorazowa kąpiel daje do myślenia.
Przy Muzeum Soli działa basen solanowy — cennik sprawdź na miejscu, bo zmienia się sezonowo.
Tuż obok zaczyna się ornitologiczne eldorado. Jezioro leży dokładnie na trasie Via Pontica — drugiego co do wielkości szlaku migracyjnego ptaków w całej Europie. Co roku przelatuje tędy kilkadziesiąt tysięcy bocianów, pelikanów, flamingów i setek innych gatunków — łącznie odnotowano tu ponad 260 różnych gatunków. Przy jeziorze działa centrum ornitologiczne z lunetami i lornetkami. Flamingów nie trzeba szukać daleko — w odpowiednim sezonie widać je z brzegu nawet gołym okiem.
Wzgórze z bardzo ciekawą zagadką w środku
Kilometr od centrum Pomorie, przy drodze na Burgas, stoi niepozorne wzgórze porośnięte trawą. Nikt by na nie nie zwrócił uwagi — gdyby nie to, że w środku jest sala wielkości małego kościoła.
Odkryli ją pasterze. Jeszcze przed końcem XIX wieku dwóch owczarzy pasło tu owce, kiedy jedna z nich weszła w grunt — i zrobiła dziurę w dachu czegoś, co leżało pod ziemią. Pasterze weszli do środka. I zobaczyli okrągłą salę z kamienną kolumną pośrodku, spiralnymi schodami wewnątrz kolumny i pięcioma niszami w ścianie. Miejscowi od tamtej pory mówią na to wzgórze Kuhata Mogila — Pusta Góra.
Archeolodzy kłócą się o nie od ponad stu lat. Nazywają to grobowcem, mimo że nie znaleziono tam nawet jednej kosteczki. To raczej starożytny cud inżynierii – słońce w zenicie trafia precyzyjnie w środek sali, jakby budowniczowie mieli w oczach GPS, a w rękach boskie cyrkle. Prawdopodobnie był to heroon — sanktuarium ku czci deifikowanego władcy, w którym odprawiano rytuały ku chwale słońca. Ale pewności nie ma. I to jest w tym miejscu najlepsze.
W czasie II wojny światowej wzgórze zostało ogrodzone i zamknięte jako tajny obiekt. Świadkowie widzieli obcych żołnierzy wynoszących skrzynie. Nie wiadomo co w nich było. Dzisiaj mozaik i złotych tapet brak — ściany są nagie. Ale budowniczowie zostawili po sobie coś, czego nie dało się zabrać: kopuła zbudowana według złotego podziału, proporcji którą starożytni nazywali boską. Architekci z całego świata przyjeżdżają tu żeby zrozumieć jak to zrobiono. Jak dotąd bez pełnego sukcesu.
Wstęp płatny, bilety w pakiecie z Muzeum Soli i Muzeum Historycznym. Czynne sezonowo — godziny sprawdź przed wyjazdem.
Jak dojechać ze Słonecznego Brzegu
Pomorie leży 19 km od Słonecznego Brzegu — samochodem ok. 20 minut drogą E87 w kierunku Burgasu.
Autobusem do centrum Pomorie — z Muzeum Soli, jeziorem i starym miastem — jedzie linia 7 (Di Es Bus). Trasa: Słoneczny Brzeg → Nowy Nesebar → Rawda → Aheloy → Stare Pomorie (centrum). W sezonie letnim czas przejazdu ok. 40 minut. Alternatywą jest linia 17 (Gradski transport Pomorie) kursuje w kierunku Słonecznego Brzegu — pierwsze odjazdy od 7:00, ostatnie ok. 17:00.
Linia 10 jedzie co ok. 40 minut, ale zatrzymuje się w nowej dzielnicy Pomorie (Поморие-град) przy wjeździe — nie w centrum ze starym miastem. Stąd do Muzeum Soli jeszcze kawałek pieszo lub komunikacją miejską.
Bilety kupuje się u kierowcy, gotówką. Cena ze Słonecznego Brzegu do Pomorie: (ok. 2 EUR). Aktualny rozkład sprawdź na naszej stronie z rozkładami jazdy autobusów w Słonecznym Brzegu.
Taksówką — kurs ze Słonecznego Brzegu to ok. 22–25 EUR. Ustal cenę przed wyjazdem – nigdy nie jedź w ciemno.