bulgaria tradycje dziwne | Słoneczny Brzeg

8 rzeczy, które mogą zaskoczyć Polaka w Bułgarii

Niejednokrotnie przekonałem się, że Bułgaria, choć często postrzegana przez pryzmat wakacyjnych wspomnień, jest krajem o niezwykle bogatej i czasem zaskakującej tkance kulturowej. Zapomnijmy na chwilę o plażach i kurortach. Chcę Was zaprosić w podróż głębiej, do serca bułgarskiej codzienności, która dla Polaka może być źródłem zdziwienia, a nawet lekkiego szoku.

Czas odkryć elementy, które różnią się od naszych polskich doświadczeń, a o których rzadziej wspominają przewodniki. Skupimy się na tych subtelnościach, które czynią Bułgarię krajem fascynującym i wartym głębszego poznania, opierając się przy tym wyłącznie na głosach i perspektywach płynących z samej Bułgarii.

Gdy kiwanie głową oznacza „nie”, a kręcenie „tak”

To klasyka gatunku, ale nie sposób jej pominąć, bo wciąż jest źródłem nieporozumień i zabawnych sytuacji. Wyobraźcie sobie najprostszą sytuację: chcecie kupić coś na targu i pytacie sprzedawcy, czy ma dany produkt. Uśmiechnięty Bułgar energicznie kiwa głową. No pewnie, że ma! – myślicie. Ale odpowiedź brzmi: „nia ma”. Chwilę później widzicie kogoś, kto kręci głową na boki i słyszycie „Da!” (Tak!).

W Bułgarii, w przeciwieństwie do większości Europy, kiwanie głową góra-dół oznacza „nie” (не – ne), a poziome kręcenie głową – „tak” (да – da). Teorii na temat genezy tego zwyczaju jest kilka. Najpopularniejsza wiąże go z czasami niewoli osmańskiej, kiedy to Bułgarzy, zmuszani do przejścia na islam lub zgody na decyzje władz, mieli w ten sposób demonstrować bierny opór – zewnętrznie potakiwać (kiwać głową), a wewnętrznie zaprzeczać, co dla innych Bułgarów było czytelnym znakiem „nie”.

Inne hipotezy mówią o starszych, być może trackich lub związanych z koczowniczym trybem życia Prabułgarów korzeniach., a nawet o wrodzonych odruchach (niemowlęta odwracają głowę od piersi, gdy nie chcą już jeść). Niezależnie od pochodzenia, warto pamiętać o tej różnicy, by uniknąć komunikacyjnego zamieszania! Co ciekawe, zdarza się, że sami Bułgarzy, zwłaszcza w kontaktach z obcokrajowcami lub pod wpływem globalizacji, mieszają te gesty, co może prowadzić do jeszcze większej konfuzji.

Nawet osoby świadome tych różnic, które można porównać do ruchu lewostronnego, szybko się nie przyzwyczają. Sam wiem po sobie, gdy bodaj w trzecim już roku mieszkania w Bułgarii szukałem jakiejś ważnej dla mnie rzeczy, ale niedostępnej w okolicy. Jeździłem i pytałem do znudzenia w różnych sklepach. Nadzieja wstąpiła we mnie w jednym malutkim sklepie, obsługiwanym przez radosną staruszkę. Gdy ta zapytana o dostępność towaru zaczęła radośnie kiwać pionowo głową. I nie przestając się uśmiechać powiedziała „nia ma”????

Martenica: Czerwono-biała nić szczęścia oplatająca Bułgarię

Na przełomie lutego i marca Bułgaria przyobleka się w biel i czerwień. Na ulicach, w sklepach, na ludziach – wszędzie pojawiają się małe ozdoby z wełnianych nitek: bransoletki, pomponiki, laleczki. To martenie (мартеници), jeden z najbardziej charakterystycznych i urokliwych bułgarskich zwyczajów, którego w Polsce nie mamy w tej formie.

Zgodnie z tradycją, 1 marca, w dniu Baby Marty (Баба Марта) – mitycznej, nieco kapryśnej postaci symbolizującej przełom zimy i wiosny – Bułgarzy obdarowują się nawzajem martenicami. To amulety przynoszące zdrowie, szczęście i pomyślność.Nosi się je przypięte do ubrania lub na nadgarstku aż do momentu zobaczenia pierwszego bociana lub kwitnącego drzewa.

Bułagaria - martenice na drzewie

Wtedy martenicę zdejmuje się i zawiesza na gałęzi drzewa owocowego lub kładzie pod kamień, by zapewnić urodzaj i odegnać złe moce. Legend o pochodzeniu martenicy jest wiele, często wiązane są z prabułgarskimi chanami Asparuchem lub Kubratem i historiami o przesyłaniu wiadomości za pomocą białych nici, które zabarwiły się krwią ptaka lub rannego posłańca. Kolory też mają swoją symbolikę: biel to czystość, niewinność, a czerwień – życie, siła, ochrona przed złem. Ten zwyczaj, niemający odpowiednika w innych kulturach, jest oryginalnym i zaskakująco powszechnym sposobem na radosne powitanie wiosny. Jednocześnie głęboko związany z tradycjami praprzodków.

Święto imienia ponad datą urodzenia

W Polsce hucznie obchodzimy urodziny. Imieniny, choć znane, często schodzą na dalszy plan. W Bułgarii jest inaczej. Owszem, urodziny się świętuje, ale to imieniny (имен ден – imen den) są często znacznie ważniejszym i bardziej publicznym świętem. Kult świętych patronów w prawosławnej Bułgarii jest bardzo silny, a data poświęcona danemu świętemu staje się okazją do świętowania dla wszystkich noszących jego imię.

Co może zaskoczyć Polaka, to zasada otwartych drzwi. W dniu imienin to solenizant (именник – imennik) jest gospodarzem i oczekuje gości. Przyjaciele, znajomi, sąsiedzi przychodzą bez specjalnych zaproszeń, składają życzenia, przynoszą drobne upominki (często kwiaty lub alkohol), a gospodarz częstuje wszystkich tym, co przygotował.

Tradycja ta, choć ewoluowała i w miastach bywa nieco bardziej formalna, wciąż jest żywa i pokazuje silne więzi społeczne. W przeszłości popularne było nawet „kąpanie” solenizanta (zwłaszcza na Jordanowden i Iwanowden) na pamiątkę chrztu Chrystusa, co później rozprzestrzeniło się na inne imieniny. Próby zastąpienia imienin urodzinami w okresie socjalizmu nie powiodły się w pełni i dziś imieniny nadal zajmują szczególne miejsce w bułgarskim kalendarzu świąt osobistych.

Przypomnijcie sobie czasy komuny. Gdy na Krystyny, Józefa czy Jerzego pół Polski chodziło pijane. Dziś pokolenia współczesnych trzydziestolatków praktycznie nie obchodzą już imienin. W Bułgarii, zmiana ta jeszcze nie nastąpiła, co może świadczyć o mocniejszym przywiązaniu do tradycji lub większej odporności na obce wpływy. A może obu tych rzeczach jednocześnie.

Nekrologi na murach i szybach, czyli publiczna pamięć o zmarłych

Spacerując po bułgarskich kurortach, nie sposób nie zauważyć przyklejonych do murów, słupów, drzew czy drzwi wejściowych kartek ze zdjęciami, imionami i datami. To nekrolozi (некролози), publiczne obwieszczenia o śmierci, które pełnią jednak szerszą rolę niż polskie klepsydry.

Ściana z wywieszonymi nekrologami, Bułgaria

Informują o śmierci i pogrzebie, ale są także formą długotrwałego upamiętnienia. Rodziny wywieszają je ponownie na 40 dni po śmierci (ważny termin w prawosławiu), a potem na rocznice – pierwszą, trzecią, dziewiątą, a czasem i dłużej. To sposób na podtrzymanie pamięci o zmarłym w lokalnej społeczności. Dla Polaka, przyzwyczajonego do tego, że nekrologi znikają krótko po pogrzebie, a głównym miejscem pamięci jest cmentarz, ta wszechobecność „ścian śmierci” może być zaskakująca, a nawet przygnębiająca.

Niektórzy Bułgarzy również krytykują ten zwyczaj jako nieco makabryczny i zaśmiecający przestrzeń publiczną, ale dla wielu jest to ważna, choć może nieco archaiczna, część tradycji. Warto zauważyć, że podobne zwyczaje (choć może nie na taką skalę jak w Bułgarii) istnieją też w innych krajach bałkańskich czy południowych Włoszech.

Zwyczaj naklejania nekrologów w miejscu ostatniej pracy zmarłego może szokować Polaków, niezwykłych do takich widoków. Wyobrażacie sobie np. wchodząc do banku, zobaczyć naklejony na głównej witrynie nekrolog?

Podróbki markowych ubrań i butów sprzedawane legalnie na każdym kroku

Tysiące kramów, kramików ściśniętych w każdym wolnym miejscu na deptaku w Słonecznym Brzegu. A w nich króluje Hugo Boss, Calvin Klein czy Armani (swoją drogą Armani ma w Bułgarii swoje fabryki). I już za kilkanaście lewów turysta może paradować po Słonecznym Brzegu w nowym t-shircie. Ale może też dołożyć dyszkę i poczuć się jak VIP. Paradując dumnie z wielkim napisem Balenciaga czy Dsquared2.

Szybko jednak powód do dumy zniknie, gdy zobaczy, że w Słonecznym Brzegu co drugi turysta jest VIP-em????

Myśląc „podróbki markowych ubrań” w Bułgarii nie wyobrażaj sobie jednak tandety, która zakończy żywot jako szmata do mycia po 2 praniach. Nie, nie. Bułgarzy nie są oszustami. Uczciwie płacisz taką cenę, jakiej warta jest koszulka z dobrej jakości bawełny, prosto z Turcji przywieziona. Te ubrania są warte swojej ceny jeśli chodzi o jakość użytych materiałów i jakość szycia.

podróbki markowych ubrań powszechne w Bułgarii

Kupujesz zatem za 15-25 lewów za t-shirt, który jest tyle wart. A znaczek, metkę czy napis dostajesz gratis.

Zaskoczeniem, jeśli nie szokiem dla Polaka jest to, że handel podrabianą odzieżą odbywa się „na legalu” w takiej skali. Wszak przepisy unijne….które Bułgarzy jednak mają w głębokim poważaniu. Problemowi (choć dla przeciętnego turysty to nie problem, a okazja i atrakcja) podróbek odzieżowych w Bułgarii poświęciłem osobny artykuł, z którego dowiesz się, o co w tym wszystkim chodzi.

Cyrylica – szok dla millennialsów i zetek

Oczywiście wiemy, że Bułgaria używa cyrylicy. Ale dla Polaka prawdziwym doświadczeniem może być skala jej obecności. W odróżnieniu od Polski, gdzie napisy w innych alfabetach są raczej wyjątkiem, w Bułgarii to właśnie cyrylica dominuje absolutnie – na znakach drogowych, szyldach, etykietach, w mediach. Alfabet łaciński pojawia się głównie w kontekstach międzynarodowych lub turystycznych.

Ta pełna imersja w innym systemie pisma, nawet jeśli znamy podstawy rosyjskiego (pamiętajmy, że bułgarska cyrylica ma swoje odrębności może stanowić wyzwanie. Odczytanie nazwy miejscowości, hotelu, ulicy czy składu produktu wymaga skupienia. Co ważne, Bułgarzy są bardzo dumni ze swojego alfabetu, który powstał właśnie na ich ziemiach (w Presławskiej Szkole Piśmiennej pod koniec IX w.) i został nazwany na cześć św. Cyryla.

Podkreślanie jego bułgarskiego pochodzenia jest istotne, a używanie przez obcokrajowców określenia „ruski alfabet” bywa odbierane jako policzek. Pamiętaj o tym.

Sklepy „na klęczkach”, czyli odchodzący w niebyt relikt wczesnego kapitalizmu

Architektura miejska Sofii i niektórych innych miast skrywa fascynujący relikt postsocjalistycznej transformacji – (клек шоп), czyli dosłownie „sklep na przykucnięcie”. Są to małe sklepiki, często oferujące napoje, alkohol, papierosy czy podstawowe produkty, zlokalizowane w suterenach lub piwnicach, z okienkiem tuż nad poziomem chodnika.

Nazwa wzięła się stąd, że klient musi dosłownie przykucnąć lub się pochylić, by nawiązać kontakt ze sprzedawcą. Sklepiki te pojawiły się masowo na początku lat 90., gdy rozwijała się prywatna inicjatywa, a tanie powierzchnie piwniczne (często dawne schrony) były najłatwiej dostępnymi lokalami na działalność.

Dziś, w dobie supermarketów i nowoczesnych sklepów, klek szopy szybko znikają, ale wciąż można je znaleźć jeszcze w Sofii. Dla Polaka ten widok i konieczność „klękania” przed sprzedawcą to unikalne i zaskakujące doświadczenie, będące wizualnym symbolem pewnej epoki.

W Słonecznym Brzegu i okolicach nie zobaczysz oczywiście takiego sklepiku. Dlatego nie zrobię Ci zdjęcia, aby pokazać. Jednak możesz zobaczyć taki na fotce, którą znalazłem na facebooku.

Kwiatowa etykieta i nieparzysta liczba na szczęście

Wybierając się w Bułgarii w gości lub chcąc podarować komuś kwiaty, warto pamiętać o pewnej zasadzie, która dla Polaków może nie być oczywista. W Polsce często nie przywiązujemy wagi do liczby kwiatów w bukiecie, a czasem wręcz preferuje się parzystą dla symetrii. W Bułgarii natomiast panuje dość powszechne przekonanie, że parzystą liczbę kwiatów (четен брой) przynosi się tylko na pogrzeby i uroczystości żałobne.

Na wszelkie radosne okazje – imieniny, urodziny, wizytę u znajomych – powinno się dawać nieparzystą liczbę kwiatów (нечетен брой). Zwyczaj ten jest na tyle silny, że floryści zazwyczaj sami o niego dbają, komponując bukiety. Jeden kwiat jest zarezerwowany dla ukochanej osoby jako symbol wyjątkowości. Pięć kwiatów może oznaczać uznanie, siedem – miłość, a dziewięć – uwielbienie. Chociaż w przypadku bardzo dużych bukietów (powyżej 12) ta zasada bywa ignorowana. warto o niej pamiętać, by nie popełnić towarzyskiego faux pas.

Bułgaria – odkrywanie przez zdziwienie

Mam nadzieję, Drodzy Czytelnicy, że te migawki z bułgarskiej codzienności pokazały Wam kraj z nieco innej, mniej znanej strony. Te drobne różnice – w gestach, zwyczajach, podejściu do czasu czy pamięci – są solą podróżowania i poznawania innych kultur.

Bułgaria potrafi zaskoczyć, czasem wprawić w konsternację, ale zawsze fascynuje swoją autentycznością i głęboko zakorzenionymi tradycjami, które przetrwały wieki.. Nie bójmy się tych zdziwień. Przyjmujmy je z ciekawością antropologa, próbujmy zrozumieć ich sens i kontekst. Może następnym razem, widząc nekrolog na drzewie czy klek shop w piwnicy, spojrzycie na nie nie tylko ze zdziwieniem, ale i z odrobiną zrozumienia dla bogactwa i złożoności bułgarskiej kultury. Bo właśnie przez takie momenty odkrywamy najwięcej – zdając sobie (coraz częstsza opinia) że świat zachodu jest tak jednolicie zglobalizowany, że nudny. A w Bułgarii, cóż, tu zaskoczenie może pojawić się w każdym momencie. Przykład? Proszę bardzo:

Koń a cmentarzu w Słonecznym Brzegu

źródła: własne, nekrologi by Edal Anton Lefterov – Собствена творба, CC BY-SA 3.0, Link

Podobne wpisy

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze