Buzłudża

Buzłudża: bułgarskie UFO na Szczycie Świata, komunistyczny sen i niewygodna pobudka

Wyobraźcie sobie: jedziecie krętą drogą przez serce Bałkanów, góry zwane Starą Płaniną. Mgła tańczy jak zjawa między szczytami. I nagle, na wysokości ponad 1440 metrów, wyłania się ON. Betonowy spodek, jakby żywcem wyjęty z filmu science-fiction z lat 70., przycupnięty na spłaszczonym wierzchołku góry. Obok strzela w niebo potężna, 70-metrowa wieża-pylon, niczym wykrzyknik historii. To Buzłudża, a ściślej: Dom-Pomnik Bułgarskiej Partii Komunistycznej.Mówi się, że jest to największy ideologiczny monument w Bułgarii, a być może i w tej części Europy.

No właśnie, „pomnik”? Czy może raczej „nie-pomnik”, jak piszą niektórzy Bułgarzy? Obiekt tak kontrowersyjny, że od lat budzi skrajne emocje. Dla jednych to architektoniczne arcydzieło i świadectwo inżynieryjnego geniuszu. Dla innych – panteon zła, symbol totalitarnego reżimu, który „zostawił krwawy ślad” i „zamienił Bułgarię w wielki obóz nieswobody”. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku, a może nawet poza skalą.

Góra naznaczona krwią i ideą – dlaczego akurat tutaj?

Zanim komuniści postanowili zbudować tu swoją „świątynię”, góra Buzłudża (dziś oficjalnie Hadżi Dimitar była już święta dla Bułgarów. To tu w 1868 roku legendarny bohater walk o niepodległość, Hadżi Dimitar, stoczył swoją ostatnią, tragiczną bitwę z Turkami. Jak pisał wieszcz Christo Botew:

Ten, kto padnie w boju za wolność, ten nie umiera

I właśnie ten etos walki i poświęcenia postanowili przechwycić komuniści. Bo to również tutaj, w 1891 roku, garstka socjalistów pod wodzą Dimitara Błagojewa założyła potajemnie swoją partię Propaganda PRL-u też kochała takie historyczne wolty, prawda? Gdzieś bitwa pod Lenino, gdzieś Manifest Lipcowy… Mechanizmy były podobne.

Decyzja o budowie zapadła w 1971 roku. To miało być ukoronowanie, symbol potęgi bułgarskiego komunizmu pod światłym przywództwem Todora Żiwkowa. Miejsce zjazdów, uroczystości, celebracji. Coś, co przyćmi wszystko inne. I przyćmiło, przynajmniej skalą.

Budowa stulecia, czyli pot, łzy i „dobrowolne” składki

Budowa tego kolosa to była prawdziwa epopeja. Trwała siedem lat (1974-1981). Mówi się, że żeby zrobić miejsce, ścięto szczyt góry ładunkami wybuchowymi o całe 9 metrów! Pracowało tu około 6000 ludzi – głównie żołnierze ze specjalnych brygad budowlanych (znajome pojęcie „wojska budowlane”?) i tzw. brygadziści-ochotnicy, którzy często „ochotnikami” byli tylko z nazwy. Trochę jak nasz polski „czyn społeczny” w wersji bułgarskiej. Pracowali na trzy zmiany, dzień i noc, w morderczych górskich warunkach. Główny inżynier budowy, Rajko Czajlew (który zmarł w 2023 roku jako jeden z ostatnich żyjących budowniczych), wspominał po latach heroizm młodych żołnierzy.

Koszt? Astronomiczny. Oficjalnie ponad 14 milionów ówczesnych lewów, co dziś szacuje się na równowartość ponad 35 milionów dolarów. Skąd kasa? Głównie z kieszeni obywateli. Był taki pomysł architekta Georgi Stoiłowa, żeby to były „darowizny” – monument „od ludu dla ludu”. W praktyce wielu Bułgarów wspomina, jak im „sugerowano” odpowiednie kwoty albo po prostu potrącano z pensji. „To były czasy” – jak z przekąsem wspominają starsi Bułgarzy w internetowych dyskusjach – „gdy na chleb brakowało, ale na pomnik dla Partii zawsze się znalazło”. To doświadczenie, które łączy pokolenia żyjące po tej stronie Żelaznej Kurtyny – absurdalna gigantomania w czasach niedoboru.

Buzłudża

Wnętrze, które zapierało dech, a dziś przeraża ruiną

Otwarcie w sierpniu 1981 roku musiało być spektaklem. Wyobraźcie sobie: wchodzicie do ogromnej, okrągłej sali ceremonialnej, 45 metrów średnicy, 20 metrów wysokości. Wszystko w marmurze, a ściany pokryte monumentalnymi mozaikami. Ponad 550 metrów kwadratowych (niektóre źródła mówią nawet o 1000 mkw!), ułożonych z ponad 2 milionów kamyczków przez najlepszych bułgarskich artystów tamtych czasów.

Jak w socrealistycznej Kaplicy Sykstyńskiej: Marks, Engels, Lenin, bułgarscy wodzowie – Błagojew, Dimitrow… no i oczywiście sam Todor Żiwkow (później skuty i usunięty, jak to w takich systemach bywa). Na sklepieniu sierp i młot. Wokół korytarz z kolejnymi scenami: walka klas, budowa socjalizmu, szczęśliwi robotnicy. Dziś historycy sztuki, nawet ci krytyczni wobec reżimu, przyznają, że artystycznie to kawał solidnej roboty. Ale ideologicznie? Cóż…

Nad wszystkim górował pylon z dwiema gigantycznymi, 12-metrowymi gwiazdami ze specjalnego, rubinowego szkła. Krążyły legendy, że były z prawdziwych rubinów (oczywiście bzdura, ale złodzieje później i tak próbowali je sprzedać). Mówiono, że ich czerwony blask było widać aż z Rumunii i Grecji. Wyobrażacie sobie ten widok? Jak oko Saurona, tylko komunistyczne.

Upadek ikony: od chwały do hańby Buzłudży

Ale jak to w historii bywa, nic nie trwa wiecznie. Rok 1989 – pada Mur Berliński, pada i Żiwkow. Pomnik, który działał zaledwie 8 lat, nagle staje się kłopotliwym spadkiem po minionych czasach. Co z tym fantem zrobić? Partia już nie ta, pieniędzy brak. Pomnik zamknięto, opieczętowano… i zaczęło się wielkie szabrowanie. Zniknęła miedziana blacha z dachu (dlatego teraz tak cieknie), okna, instalacje, marmurowe płyty (podobno prostokątne znikały szybko, bo łatwo było je wpasować w remont łazienki w domu, okrągłe zostały. Wszystko, co dało się wynieść i sprzedać. Ściany pokryło graffiti.

I tu zaczyna się drugi, paradoksalny żywot Buzłudży. Ruina stała się globalną ikoną urbexu – turystyki eksploracyjnej. Zdjęcia opuszczonego, postapokaliptycznego „UFO” na szczycie góry obiegły świat. „Najpiękniejsze opuszczone miejsce świata” – takie tytuły zaczęły się pojawiać w rankingach.

Buzłudża Bułgaria

Przez lata śmiałkowie z całego globu wciskali się przez dziury w betonie, ryzykując życiem, by poczuć dreszcz emocji i zrobić sobie selfie w rozpadającej się sali ceremonialnej. Internet pełen jest anegdot i wspomnień z takich nielegalnych wypraw – o strachu, ale i fascynacji. Jak pisze jeden z bułgarskich blogerów:

Wchodzisz i zapiera ci dech… rozmiar cię przytłacza… ogarnia cię groza… i chcesz tylko szeptać.

Teraźniejszość: konserwacja, nie rekonstrukcja. Co dalej z Buzłudżą?

Przez dekady Buzłudża niszczała, a politycy nie wiedzieli, co z nią zrobić. Rozebrać? Zostawić ku przestrodze? Zrobić muzeum kiczu? Hotel? Na szczęście pojawiła się grupa ludzi, która powiedziała: „Stop! Ratujmy to, co zostało”. Fundacja „Projekt Buzłudża”, założona przez młodą architektkę Dorę Iwanową (wykształconą w Niemczech, co dało jej świeże spojrzenie), postawiła sobie za cel konserwację pomnika.

Nie chodzi o przywrócenie go do stanu z 1981 roku, ale o zatrzymanie destrukcji, zabezpieczenie bezcennych mozaik i udostępnienie go ludziom w bezpieczny sposób – jako świadka historii, a nie tylko symbol upadłej ideologii.

Dzięki ich staraniom i wsparciu międzynarodowych organizacji (jak Europa Nostra czy Fundacja Getty) udało się zdobyć fundusze na pierwsze prace ratunkowe. Mozaiki zostały częściowo zabezpieczone, dach prowizorycznie załatany. Wejścia zamurowano, by powstrzymać dalsze zniszczenia (ku rozpaczy fanów urbexu, ale dla dobra zabytku).

W latach 2021 – 2024 próbowano ożywić kulturalnie to miejsce. W tej niesamowitej scenerii odbywał się bowiem wcale niekrótki, bo trzydniowy, festiwal OPEN BUZLUDZHA.

Ale co dalej? Plany są ambitne: stworzenie centrum interpretacji historii, przestrzeni wystawowych, może nawet windy panoramicznej na szczyt pylonu. Pomnik wciąż przyciąga dziesiątki tysięcy turystów rocznie, mimo że jest zamknięty.

Pomnik komunizmu w Bułgarii

Jednak przyszłość wciąż jest niepewna. Niedawne referendum lokalne w sprawie przejęcia pomnika przez gminę Kazanłyk (co ułatwiłoby zdobycie funduszy UE) zakończyło się fiaskiem z powodu niskiej frekwencji. Wygląda na to, że Buzłudża jeszcze długo będzie gorącym kartoflem, przerzucanym między lokalnymi władzami, państwem a historycznymi spadkobiercami partii (którzy wciąż mają do niego sentyment i roszczenia).

Prawdą pozostaje, że w momencie gdy piszę te słowa, monument przedstawia sobą obraz nędzy i rozpaczy. Zupełnie jak stan niektórych dróg dojazdowych.

Dlaczego Polak Powinien Zobaczyć Buzłudżę? Bo to nasza historia, tylko w Innej skali!

No właśnie, dlaczego Was tu ciągnę? Bo Buzłudża to coś więcej niż dziwaczna budowla w Bułgarii. To lustro, w którym możemy zobaczyć odbicie naszych własnych doświadczeń. Czyż monumentalny Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, „dar Stalina dla narodu polskiego”, nie budzi podobnych kontrowersji i dyskusji?

Czy my też nie mamy problemu z pomnikami Armii Czerwonej? Czy nie pamiętamy absurdów „czynów społecznych”? Buzłudża to skrajny, ale przez to fascynujący przykład dziedzictwa, z którym musimy sobie radzić. To przypomnienie, że historia – nawet ta trudna i wstydliwa – jest częścią naszej tożsamości. Bułgarzy, podobnie jak my, uczą się o niej rozmawiać, spierać, szukać nowego sensu dla miejsc naznaczonych przez totalitaryzm. Jak mówią eksperci pracujący nad ratowaniem pomnika:

„Wymazywanie historii nie zawsze jest dobre. Trzeba ją zrozumieć, nawet jeśli boli”

Poza tym, nie oszukujmy się – to miejsce jest po prostu niesamowicie fotogeniczne. Brutalistyczny spodek na tle dzikich gór, mgła snująca się wokół – wygląda jak scenografia z „Blade Runnera” albo jakiejś gry postapokaliptycznej. To magnes na fotografów i… gwarancja lajków na Instagramie (choć oczywiście chodzi o coś więcej!).

Brytyjski „The Guardian” umieścił niedawno Buzłudżę w rankingu najbardziej imponujących monumentów świata, obok Statui Wolności czy piramid, nazywając ją „niedocenionym, futurystycznym arcydziełem”. Coś w tym jest.

Przełęcz Szipka - widok

Buzłudża – jak tam dotrzeć i co zobaczyć (legalnie!) – Info Praktyczne 2025

  • Dojazd: Najlepiej samochodem. Kierujcie się na słynną Przełęcz Szipka (droga E85). Uważajcie na znaki kierujące na Buzłudżę (lub Hadżi Dimitar) – boczna droga (nr 5005) jest asfaltowa, ale jej stan bywa… no cóż, bałkański. Zwłaszcza zimą może być ciężko lub wręcz niemożliwie. Dojazd ze Słonecznego Brzegu zajmie 3 godziny, do pokonania jest 240 kilometrów. A po drodze sporo atrakcji.
Buzłudża mapa dojazdu ze Słonecznego Brzegu
  • Zwiedzanie: Powtórzmy jak mantrę: WNĘTRZE JEST ZAMKNIĘTE I NIEBEZPIECZNE! Wejścia są zamurowane, na miejscu znajduje się również posterunek policji. Nie próbujcie forsować wejścia. Ale! Można swobodnie spacerować wokół monumentu, podziwiać jego skalę, detale architektoniczne i niesamowite panoramy gór. Robi piorunujące wrażenie nawet z zewnątrz. W okolicy można zobaczyć także stada dzikich koni. A na samej górze ślady ich wizyty. Patrzcie więc pod nogi.
  • Kiedy jechać? Najpewniej od późnej wiosny do wczesnej jesieni. Pogoda w górach potrafi zmienić się w kwadrans. Nawet latem weźcie coś cieplejszego. Zimą bywa magicznie, ale hardcorowo.

Podsumowując: Buzłudża to lekcja historii w betonie

Buzłudża to więcej niż pomnik. To fenomen. Kapsuła czasu. Architektoniczne kuriozum. Bolesna pamiątka. A może przyszła, nietypowa atrakcja turystyczna? Cokolwiek nią jest, na pewno nie pozostawia obojętnym.Stojąc u jej stóp, czując wiatr we włosach, patrzymy nie tylko na beton i mozaiki, ale na całą skomplikowaną historię XX wieku, która dotknęła i Bułgarię, i Polskę. Warto tę lekcję odrobić. A przy okazji zrobić kilka naprawdę niesamowitych zdjęć.

Podobne wpisy

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze