Gdzie uciec od tłumów, czyli dzikie plaże w pobliżu Słonecznego Brzegu!
Przyznaję się bez bicia – Słoneczny Brzeg ma swój niezaprzeczalny urok. Kilometry złotego piasku, tętniące życiem deptaki, gwar rozmów w dziesiątkach języków. Ale czasem, nawet największy fan tej wakacyjnej Mekki, czuje zew… dzikości. Zew ciszy przerywanej tylko szumem fal, piasku, który nie zna śladu parasola co dwa metry, i tej błogiej świadomości, że odkryło się coś tylko dla siebie. Jeśli właśnie poczułeś, że na dziką plażę musisz, bo w Sunny Beach się udusisz, pokażę Ci kilka takich perełek – ukrytych plaż Bułgarii w okolicach Słonecznego Brzegu, które są jak balsam na duszę zmęczoną hotelowym zgiełkiem.
Gdzie zaczyna się prawdziwa przygoda?
Pierwsze, co musiałem zrobić, to ustalić sobie pewne granice. „Okolice Słonecznego Brzegu” to pojęcie względne, prawda? Dla mnie to taki promień, powiedzmy, do 50 kilometrów – na tyle, żeby dało się wyskoczyć na jednodniową eskapadę samochodem lub nawet lokalnym transportem, jeśli ktoś lubi wyzwania. A wierzcie mi, już w tym zasięgu kryją się miejsca, o których nie przeczytacie w pierwszym lepszym folderze turystycznym. Bo prawdziwe skarby trzeba sobie czasem… wydeptać.
Irakli – legenda, która wciąż przyciąga wolne duchy
Zacznę od legendy, od miejsca, które przez lata było synonimem wolności i dzikiego biwakowania na bułgarskim wybrzeżu. Mowa oczywiście o plaży Irakli. Położona jest jakieś 10 km na południe od Obzoru, czyli całkiem niedaleko, jeśli ktoś stacjonuje w północnej części Słonecznego Brzegu lub w Świętym Własie. Pamiętam, jak pierwszy raz usłyszałem tę nazwę – brzmiała tak mitycznie, niemal jak imię trackiego herosa, który według podań właśnie tędy wędrował. I coś w tym jest!
Droga do Irakli sama w sobie jest już małą przygodą. Kiedyś prowadził tam tylko wyboisty, gruntowy szlak, dzisiaj jest trochę lepiej, ale wciąż czuć, że zjeżdża się z głównego nurtu. A na miejscu? Długa, szeroka połać złocistego piasku, otoczona gęstym lasem i malowniczymi wydmami. To miejsce od zawsze przyciągało artystów, hipisów, ludzi ceniących bliskość natury. Tu, zwłaszcza poza głównym sezonem, można było rozbić namiot, palić ogniska i witać wschód słońca w rytm szumu fal – słynne „July Morning” właśnie na Irakli miało swój niepowtarzalny klimat.
Muszę jednak uczciwie przyznać, że sława Irakli trochę ją dogoniła. Pojawiły się głosy, że to już nie to samo, że próby zabudowy, płatne parkingi, więcej ludzi. Rzeczywiście, część plaży została nazwana „Vaya” i ma bardziej komercyjny charakter. Ale wystarczy odejść kawałek dalej, poszukać, a wciąż można znaleźć ten dawny, nieokiełznany klimat. Dla mnie plaża Irakli, pomimo pewnych zmian, to wciąż jedna z najpiękniejszych dzikich plaż koło Słonecznego Brzegu, miejsce z duszą. A dojazd? Najlepiej samochodem, kierując się na wieś Emona, a potem za znakami. Warto!
W poszukiwaniu Złotego Graala: ukryte zatoczki między Elenite a Przylądkiem Emine
Jadąc dalej na północ od Irakli, w stronę Przylądka Emine, gdzie majestatyczna Stara Płanina spotyka się z Morzem Czarnym, zaczyna się prawdziwy raj dla poszukiwaczy sekretnych zatoczek Bułgarii na wybrzeżu. To teren bardziej wymagający, często dostępny tylko od strony morza lub stromymi, leśnymi ścieżkami, ale widoki i spokój, jakie tam znajdziesz, są bezcenne. Pamiętam jedną taką wyprawę z przyjaciółmi. Wynajęliśmy małą łódkę w Świętym Własie i popłynęliśmy właśnie w tamtym kierunku. Co chwila naszym oczom ukazywały się miniaturowe plażyczki, wciśnięte między skały, z krystalicznie czystą wodą i piaskiem tak delikatnym, że aż żal było po nim stąpać. Zero ludzi, tylko my, szum morza i krzyki mew. Naprawdę można poczuć się jak Robinson Crusoe! Nie podam Wam dokładnych współrzędnych – bo cała frajda w tym, żeby samemu odkryć takie miejsce. Ale jeśli macie w sobie żyłkę odkrywcy i nie boicie się trochę wysiłku, to tereny za Elenite, w kierunku Emine, to prawdziwa kopalnia skarbów. Wystarczy ruszyć na spacer wzdłuż klifów – nagroda może przerosnąć oczekiwania.
Do poszukiwania zatoczek nie potrzebujesz samochodu jeśli mieszkasz w Słonecznym Brzegu czy Nesebarze. Do Elenite dojedziesz autobusem nr 8 (ostatni przystanek) a potem już w las i powoli pniesz się w górę wypatrując zatoczek, które chcesz odkryć. Pamiętaj, aby zabrać ze sobą dwa razy więcej wody, niż planujesz. Czemu? Dowiesz się sam i podziękujesz mi w myślach za tę radę.
Kara Dere – ostatni bastion dzikości?
Teraz skok na północ, już prawie na granicy naszych 50 kilometrów, a może nawet troszeczkę dalej, ale to miejsce po prostu muszę Wam opisać. Kara Dere. Nazwa brzmi tajemniczo, prawda? Po turecku znaczy „Czarny Strumień” lub „Czarna Dolina”. I rzeczywiście, jest w tym miejscu coś mrocznego, a zarazem niezwykle pociągającego. Mówi się, że to jedna z ostatnich, jeśli nie ostatnia, prawdziwie dzika plaża Bułgarii.
Dojazd do Kara Dere to już selekcja naturalna. Zapomnijcie o asfaltowej drodze pod samą plażę. Ostatnie kilka kilometrów to wyboisty, gruntowy trakt, który po deszczu zamienia się w błotnistą pułapkę. Ale właśnie dzięki temu Kara Dere zachowała swój dziewiczy charakter. Gdy już tam dotrzesz, Twoim oczom ukaże się kilkukilometrowy pas szerokiej, piaszczystej plaży, otoczonej z jednej strony morzem, a z drugiej – gęstym lasem i polami słoneczników. Zero hoteli, zero restauracji, zero betonu. Tylko piasek, woda, wiatr i dziesiątki namiotów rozbitych przez ludzi, którzy, tak jak Ty, szukają ucieczki od cywilizacji.
To miejsce dla prawdziwych indywidualistów. Dla tych, co lubią zasypiać przy szumie fal i budzić się o wschodzie słońca, bez budzika. Trzeba być samowystarczalnym – zabrać ze sobą wodę, jedzenie, wszystko, co potrzebne. Ale w zamian dostaje się coś bezcennego: poczucie absolutnej wolności i jedności z naturą. Znajomi do dziś wspominają wieczory przy ognisku na Kara Dere, z gitarą, pod milionem gwiazd – to są chwile, których się nie zapomina. Choć trzeba też pamiętać o bezpieczeństwie – plaża jest niestrzeżona, a morze bywa tu kapryśne. Ale dla tego klimatu, dla tej przestrzeni, dla tego poczucia, że jest się na końcu świata – warto zaryzykować. Dla wielu Kara Dere to więcej niż plaża – to stan umysłu.
Na południe od zgiełku: spokojne plaże między Rawdą a Pomorie
Wróćmy jednak bliżej Słonecznego Brzegu. Bo nawet na południe, w kierunku Rawdy i Pomorie, można znaleźć miejsca, gdzie odetchniemy od tłumów. Choć te miejscowości same w sobie są popularnymi kurortami, to między nimi, z dala od głównych hoteli, kryją się fragmenty wybrzeża, które zachowały bardziej kameralny charakter. Szczególnie ciekawe mogą być tereny wzdłuż wąskiej mierzei łączącej Pomorie z lądem. Z jednej strony słone jezioro Pomorie, słynące z leczniczego błota, a z drugiej – Morze Czarne. Owszem, część plaż jest tam zagospodarowana, ale wystarczy trochę pospacerować, by znaleźć spokojniejsze zakątki.
Pamiętam, jak kiedyś wybrałem się rowerem z Nessebaru do Pomorie właśnie tą trasą. Po drodze mijałem niewielkie, piaszczyste zatoczki, gdzie odpoczywały głównie lokalne rodziny. Zero głośnej muzyki, zero natrętnych sprzedawców. Tylko słońce, piasek i ta specyficzna, słona bryza niosąca zapach morza i… błota z jeziora. To może nie są te spektakularnie dzikie plaże jak Irakli czy Kara Dere, ale jeśli szukacie po prostu chwili wytchnienia i bardziej autentycznego kontaktu z bułgarskim wybrzeżem niż plaże w Słonecznym Brzegu, to warto się tam wybrać. To idealne miejsca na spokojne plaże w Bułgarii nad Morzem Czarnym, gdzie można po prostu rozłożyć ręcznik i cieszyć się chwilą.
Już nie ma dzikich plaż….na szczęście to tylko piosenka
Jak widzicie, nawet w tak popularnym regionie jak okolice Słonecznego Brzegu, wciąż można znaleźć miejsca, które wymykają się masowej turystyce. Miejsca, gdzie piasek jest bardziej dziki, woda bardziej przejrzysta, a cisza bardziej… głośna. Te ukryte plaże Bułgarii w okolicach Słonecznego Brzegu to dla mnie dowód na to, że prawdziwa przygoda często zaczyna się tam, gdzie kończy się asfaltowa droga i tłum turystów.
Oczywiście, odkrywanie takich miejsc wymaga trochę wysiłku, czasem dobrej mapy (albo, jak w wielu przypadkach – intuicji i gotowości na zabłądzenie), a przede wszystkim – szacunku dla natury. Bo te dzikie plaże są piękne właśnie dlatego, że są dzikie. Zostawiajmy je takimi, jakimi je zastaliśmy, a najlepiej – jeszcze czystszymi.
Nie podaję Wam gotowej recepty na idealną, sekretną plażę. Bo najwięcej radości daje samodzielne odkrywanie. Ale mam nadzieję, że moje opowieści zainspirują Was do własnych poszukiwań. Zjedźcie czasem z głównej drogi, zapytajcie miejscowych (choć oni swoje najlepsze miejscówki trzymają w tajemnicy!), po prostu idźcie przed siebie z otwartą głową i sercem. A gwarantuję Wam, że bułgarskie wybrzeże odkryje przed Wami swoje najpiękniejsze, najbardziej osobliwe i urokliwe oblicza. I to będą wspomnienia na całe życie!